Wpisy z okresu: 5.2002

Czasem ludzie umierają za życia…
Później już tylko gęstnieje krew…

…pył… Wszystko mija, ulatuje gdzieś w nieznane… Ledwie kilka połączeń między czyimiś neuronami wyznacza o nas pamięć tak zwiewną… Każdy w końcu zderza się z tym co nieuniknione…umiera…
Nasze istnienie czasem jeszcze powraca w łzach tych, którym zalegliśmy w sercach…i tyle po nas…ledwie garść pyłu skropionego łzami najbliższych…
Wokół mnie ONA… Zabiera tych co mi znani i tych co obcymi są…. Czasem zbliży się, otuli…pogłaszcze szepcąc:

-Jeszcze nie twój czas… Nie teraz…

A przy mnie ludzi mniej i mniej…

Kiedyś zabrała mnie do siebie…tłumacząc jak to jest, bym się nie bał…i pozwoliła wrócić…
Wróciłem…lecz już nie ja… Część mnie już TAM została…i wszystko stało się inne…
To co było głośne- ucichło…
Co ciche-rozbrzmiało…
Co ważne-zwietrzało…
Co obce-zaistniało…

Nic już takie jak dawniej…nic.
To samo ciało nosi już innego człowieka, któremu ostatni spacer niestraszny…

Pamiętam „Wydrę”…roześmianą…z oczami w których…nic.
Pamiętam Ją… Jej twarz z makijażem z krwi szkarłatnej na twarzy…na moich rękach…i ludzi tłum…patrzących widzów dzieła …śmierci. „Wydra”…na moich rękach…już tak wiotka…zwiewna jakby…gasnąca…i mój krzyk….niemy…do nikąd…z mojej piersi…z mego serca…z mego życia…
Obraz…ona…ja…na szkarłatnym dywanie milknącego życia…

„Wydra” krzyczała o pomoc tak wiele lat…niemym krzykiem bezradności, samotności…nikt nie usłyszał…nikt.
Jak łabędź…rozwinęła w końcu swe śnieżnobiałe skrzydła do lotu…

…tak
…to dobre miejsce na start…
11 pietro….
…łabędź wzbił się do lotu…

…ku wieczności.

…wierszy się zachciało. Eh… Mnie jak coś podkusi… Ale co tam i one są kawałkiem mojego życia.
Ktoś mi kiedyś wypalił:
-kurna, stary, ciebie ciężko wyczaić…

No cóż…
Raz wesoły a innym razem (po chwili) na łeb, na szyję prosto w dół… Raz chodzaca encyklopedia a innym razem…hmm…aż szkoda mówić :) 
I jak z takim facetem wytrzymać….

Jedno co we mnie jest stabilne to wszystko to, co w moim sercu się tli.
Pewnie z tego powodu życie wciąż mnie stara się, tak często brutalnie, oszlifować…

-refleksja-

Gdy proza życia rozerwie Ci pierś

Sercu Twemu męczenną zada śmierć

Kto pierwszy ciśnie kamień pogardy

Rozewrze zabliźniałe dawno zadry

Gdy w okół zakipi od podłych zdrad

Może bratem najlepszym będzie Twój…

…kat ?

( 28.03.2001 )

- ONA -

Pani smukła w czerni zwiewnej szacie
Z bieli twarzą jako alabaster gładką
Przyglądała mi się oczyma co studni dno niby
Otulając mnie wiotkimi dłońmi swymi
Jedwabnym chłodnych ust pocałunkiem
Uczyniła ciału spokój…
a mnie
wiecznym…

( 23.02.2001 )

I sprawił los, że powstała
nowa rzeka pełna istnienia,
której to rwący nurt nadziei
tworzy na tętniących życiem
urwiskach pragnień
pieniące się kaskady miłości…

( 2001…. )

Pośród nienazwanej liczby gwiazd
maleńka wiązka energii, zwana człowiekiem,
przemija ułamkiem sekundy jak iskierka
uwolniona z płomieni wieczności…


( 23.06.2001 )

Czasem z moich oczu zamiast łez,
sypie się popiół wypalonych pragnień
a powiew mijającego czasu dopełnia reszty…

A świat milcząc tylko patrzy jak znikam…


( 23.06.2001 ok. godz.15.30 )

…TO MNIE TAK TRZĘSIE, ŻE JAKBYM DORWAŁ KOGOŚ TAKIEGO…. ROZUMIEM – DÓŁ DOŁEM ALE TO JUŻ JEDNAK CHYBA NIC WIĘCEJ JAK TYLKO EGOIZM ! NO BO CO Z WSZYSTKIMI TYMI, KTÓRZY SĄ MYŚLAMI PRZY WAS…. I GDYBY MOGLI BYĆ CIAŁEM TO PEWNIE BY MIEJSCA NIE STARCZYŁO… KOMUŚ SIĘ WYDAJE, ŻE CIERPI ALE CO Z TYMI KTÓRZY BY MUSIELI SOBIE JAKOŚ PORADZIĆ Z TYM CZYIMŚ ODEJŚCIEM…?

…wpadłem po pracy zobaczyć co się działo pod moją niebecność… Parę nowych gości zastałem i to mnie bardzo ucieszyło, że grono czytelników się powiększa…jest to dla mnie podporą. Lecę często niemal na złamanie karku by zobaczyć jak tam i by zapisać coś co akurat w mojej głowie się urodziło…
Spotkałem się wielokrotnie z uwagą, że tu w sieci staję się kimś innym, a odpowiedź jest krótka: nic bardziej mylnego!
Zawsze byłem, jestem i będę tym kim w rzeczywistości. Wielokroć przynosiło mi to wiele kłopotów, przykrości… Jednak po krótkich chwilach wątpliwości zawsze dochodziłem do wniosku, że mimo wszystko warto, że to ma sens.
Przykro mi najbardziej było wtedy gdy moja otwartość wykorzystywano do ośmieszania mnie, kpin, czy wręcz przeciw mnie. Muszę przyznać, że systematycznie ograniczało to moje zaufanie do ludzi. Jednak nigdy na tyle by całkowicie zrezygnować z kontaktów… Czasem tylko znikam na jakiś czas by przemyśleć to wszystko co sie działo i czy warto się tym przejmować. Więc jeśli zniknę kiedyś na dłużej…to albo mam maraton w robocie albo coś sie wydarzyło i muszę sobie to jakoś poukładać.
Zawsze jednak podczas takich znikań myślę o tych wszystkich, którzy są w jakiś sposób ze mną i przy mnie… Dziękuję Wam wszystkim za to…


  • RSS