Wpisy z okresu: 6.2002

Na przeciw lustra stoję, wpatruję się w ten świat równoległy po drugiej stronie…. Patrzy niby moimi oczami, wprost w mą twarz, człowiek znajomy w rysach… Jakie ma życie, co robi kiedy nie patrzymy na siebie, o czym śni, czego pragnie… Może to tylko złudzenie, że wszystko „tam” jest inne… I może „tamten” świat nie istnieje… Więc i ten drugi ja też (?)
Mogę zapomnieć jak kobieta ma na imię, co mówiła… Ale nigdy nie zapomnę jej zapachu…
Nie, nie perfum tylko JEJ zapachu – kobiety.
Tych kilka kobiet, które moje życie uczyniły innym, sprawiły, że czasem gdzieś, kiedyś mało głowy sobie nie ukręcę oglądając się za nimi w poszukiwaniu ich obecności.Trochę to może zwierzęce zachowanie ale… No właśnie …”ale”…

„Tandetny kobieciarz z ciebie…” – hmm… Taki mail dotarł do mnie… Cóż… Bez komentarza…jako, że to anonim…..

A właściwie to skomentuję…

Okazywanie kobietom czułości, wrażliwości w moim mniemaniu jest zdrową relacją w stosunku do nich jak też do wszystkich innych osób i ponownie w swoim mniemaniu, nie dostrzegam tu niczego niewłaściwego a tym bardziej ocierającego się o fałsz…. Natomiast poziom tych relacji to już skrajnie indywidualna ocena…

Pozdrawiam „anonim” serdecznie i zachęcam do dalszych głębokich refleksji…

Na teraz, choć nie na dzisiaj, to wszystko…

…to sie porobiło… :) !

Plany urlopowe muszę przełożyć na koniec lipca, początek sierpnia bo…. mam dobry wiatr w żaglach i chcę to jak najlepiej wykorzystać!
A po za tym…

…jest O.K !

Aha…nie nadążam odpisywać na maile…przepraszam :)

Za wszystkie wielkie dzięki! Proszę o cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedź… :)

Kolejna nie przespana noc… Zmęczony ja… Moje powieki zsuwają się z każdą chwilą bardziej i bardziej w dół…
Nowy dzień… Co przyniesie a co zabierze – nie wiem…czekam…

Ludzie w swoich domach budzą się nerwowo szukając swoich masek… Ile ich dzisiaj założą…? Jak dobrze uda im się zagrać rolę przydzieloną przez los…
Kto będzie dziś widzem a kto krytykiem…
Kto uwielbi, kto potępi…
Kto wie…

Wszystko płynne, zmienne, nieuchwytne, ulotne a czasu tak mało by zdążyć to ogarnąć… Tylko mała część dociera do nas… Często zbyt mała i zbyt późno…

Czas perfidnie wymierza policzek mnie zapominalskiemu, za to, że chcę go oszukać… A ja tylko chce żyć i nawet, jeśli to konieczne,cierpieć ale jednak żyć…

Myśli już nie takie jak kiedyś, brak im sprawności, zwinności przekazu…
Mój świat zaczyna być chaotyczny… Każdą chwilę, którą mam, łapczywie przeżywam…

O co mi chodzi…?
O pragnienie trwania…
O radość ze szczęścia, taką do łez, do szaleństwa, do zapomnienia…
O miłość…pełną zauroczeń, dreszczu, szaleństwa, wiary, nadziei, spełnienia…
O was… O mnie…
O to co nigdy się nie stanie a by mogło…
O to co się stało choć…nigdy nie musiało…
O wszystko inne…jakim by nie było…a jest…

Każdego dnia moja twarz bez maski smagana zamaszystymi razami tylko za moja wiarę w ludzi, w prawdę, która gdzieś za horyzontem rzeczywistości – nie ulegam…
Ktoś kiedyś…odchodząc zapytał, zarzucił… – „ty lubisz cierpieć,co?”
„Nie”- odpowiedziałem pewnie – „tylko nie potrafię udawać…a za to trzeba płacić…sobą…”

Odeszła…. Nie chciała znać ceny swojego dnia bez maski…lecz zabolało to mnie nie dlatego, że odeszła…lecz, że zdążyłem dostrzec jak piękną jest bez niej…
Ona prawdziwa, czyli ta, którą pokochałem… Tyle, że zbyt późno… Zbyt mocno…by chcieć ją zatrzymać jakimś sposobem… Walczyłem…uczuciami….prawdą z mego serca…
Odeszła… Dwa lata temu… Bo….
zobaczyłem ją bez maski… Zobaczyłem ją bezbronną…i powiedziałem jej o tym jak bardzo jest piękna… Dla niektórych to zbyt wiele do zniesienia… Ta odkryta wiedza o nich… I wtedy grają jeszcze bardziej, mocniej, z większą pasją…
Jak bardzo trzeba było być zranionym by tak grać…?

Wtedy moje niespokojne życie, przeszłość, dały znać o sobie. Niedomknięte drzwi trzasnęły pchnięte wiarem czyjejś zawiści… Ona o wszystkim wiedziała… Facet po przejściach… Nie ukrywałem… Zaufała mi… Pokochała… Uczyniła szczęśliwym…
Nie potrafię zebrać w klarowną całość moich myśli… Może to i strach….
Raniła mnie… Specjalnie… A ja…”to nie ważne…”. Sprawdzała moja szczerość uczuć…ich siłę… Chciała bym to ja powiedział – „odchodzę, wybacz mi…moją przeszłość”.
Ciągle do tego wracam… Gmeram w tym co już…odeszło, minęło…
Spóźnione uczucia bolą bardziej…?

Odeszła…
Trwam dalej…
Rany zagojone….

Już czas…by skruszyć kamień mego serca…
Tak lepiej…
Mało życia by tylko pamiętać i cierpieć…

Nowy dzień…

Wczoraj było ze mną jak ze spuszczonym psem ze smyczy, który poczuwszy nagłą wolność biega w kółko jak nie całkiem zdrowy na umyśle… Teraz już jakoś dochodzę do siebie dzięki wielogodzinnemu snu, którego bardzo mi brakowało. Staram się poukładać wszystko w jakimś rozsądnym porządku….
Praca to rzecz w moim życiu teraz najważniejsza, bo to właśnie dzięki niej stać mnie na cokolwiek i dzięki temu po mału spełniają się moje plany, powoli a jednak konsekwentnie…
Jest w moim zyciu wiele ciekawych osób, które stanowią pokusę by znajomości z nimi uległy jakiemuś przeobrażeniu w coś bardziej pełnego, dającego więcej satysfakcji… Choć niosą się razem z tym spore obawy, to jednak chcę zaryzykować. Czasem czekając zbyt długo lub, co gorsze, nie robiąc zupełnie nic, można stracić bardzo wiele…a jak dużo, tego się już nie dowie nigdy nikt.
Z jednej strony to tylko ciekawość a z drugiej coś czego nie potrafię określić. Coś co przyprawia mnie o dreszcz podekscytowania, kiedy myślę właśnie o tych „niektórych”…
Obojętne mi to jak wyglądają, czym się zajmują, jakie mają gusta i zaiteresowania… Ważne jest tylko to coś co sprawia, że krążę przy nich myślami i ku mojej wielkiej radości, oni często myślą podobnie, choć może nie zawsze wyrażamy to w ten sam sposób…..

Wszystkim tym, którzy czekali i nadal czekają na mnie, bardzo serdecznie dziękuję za okazane zainteresowanie, cierpliwość, troskę…. :D

Moja nieobecność to wpływ pracy i…. też trochę sobie bigosiku narobiłem… Zepsułem zamówienie dla klienta i postanowiłem to naprawić…. Dopiero wtedy się zaczęło…. Trzeba było po nocach robić…..i dzisiaj też jestem po dwóch z rzędu nockach… Teraz trochę luzu to i wpadłem wyjaśnić co i jak.
Mam dzisiaj nastrój który mnie samego przeraża…no…głupawka trochę przyduża ;) Do końca dnia trochę jeszcze czasu zostało więc pewnie zdążę walnąć jakieś gigantycznie beznadziejne głupstwo…. Tylko po to by cierpieć później niemiłosiernie…:)
Ale jeszcze jedno mi do głowy strzeliło… Mało się dzisiaj nie poryczałem z radości, wzruszenia… To po tym jak przeczytałem wasze wpisy… Eeh ! Żyć, żyć mi trzeba ! :)
No dobra lepiej już nic nie piszę bo juz mnie korci na jakąś bzdurkę heh :)
Jeszcze raz przytulam, całuję i co tam jeszcze kto woli ;) No…

p.s.
L-J…Ty mnie przeceniasz…..:) a propos tego grania….

p.s nr. 2

ee…hmm….zapomniałem…
O! Mam! Mail dla odważnych….
betonowe-niebo@wp.pl

Pa wszystkim i do zobaczenia jak znormalnieję po tym „maratonie” w robocie… :)
A i jeszcze jedno…dla najodważniejszych ;)
W lipcu wybieram się w kraj nasz ukochany robić objazd po wszystkich znajomych i jeśli by ktoś z Was chciał zaryzykować spotkanie ze mną… to proszę o kontakt na maila…. Może by wtedy jakąś kawkę, cherbatkę czy co tam kto lubi, hmm?

…to miejsce…
…mój dom…
 …gdzie on jest…?
 …nie pytam…
…ja opowiadam…
…on jest wszędzie tam gdzie są wasze serca tętniące życiem…

…wszędzie tam i ja…
…dzięki Wam i w was…
…istnieję tak długo jak tylko trwa dreszcz emocji na wspomnienie o mnie…

…. nie dłużej i nie krócej…

…ja…

…start!

Nowy dzień… Nowe możliwości… Do przodu! Ku nieznanym…

Dziękuję Wam wszystkim za to, że tak zwyczajnie jesteście…

Upiłem się…wbrew rozsądkow i zasadom…wszystkiemu…
Próbuję się czymś cieszyć, ale nie potrafię… Czytam blogi… Raz zazdroszczę a raz się wnerwiam…
Gdy bym Wam powiedział, że mój czas mija szybciej niz wasz, że zostało go mi naprawdę niewiele, co z tego ?
Ot, koleś, który coś tam bzdeci i tyle…

Noc…
Kafejka…
Ludzie…
Ja…
To wszystko niczym jest…

Ona wygrała…
Ja przegrałem…
Zabrakło sił….
Moja samotność…

Wy… Patrzycie, czytacie, myślicie lub nie… To już za mało… Przepraszam wszystkich za to…

W mej piersi…kamień…..miast serca….
Czas na mnie….

…już czas…

Małgosia…
„Wydra”…
„Ciocha”… Każde z nich przeszło swoją utkaną cierniami drogę. Często skrajnie one różne od siebie połączone jednak wspólną cechą – wszyscy Oni odeszli…

Teraz o tych co żyją lecz odeszli z mego życia…

Pamiętam jej gładkie usta łagodnie czerwone, lekko jedwabiste, chłodne… Dotykając ich zawsze przechodził mnie dreszcz nagłych emocji…i to uczucie kręcenia w głowie jakby człowiek pijanym był…
Pamiętam jej oczy okryte wachlarzem długich rzęs…rzucane z pod nich spojrzenia odbierające rozsądek, trzeźwość umysłu…
Pamiętam jej ręce co owijały mnie wężem, przyciągając do ciała, dając przyzwolenie na więcej…i dłonie zamykające me usta bym nie głosił zbędnych pytań…i pierś jej co skrywała w sobie rytm serca dla mnie przeznaczony…i oddech co w uniesień chwili wymykał się z niej okrzykiem…i talię pamiętam…jak po niej zsuwały się lawiny, pełnych porządania, moich dłoni… i uda jej wraz ze swym sekretem co zespalał nas w ekstazie…a wszystko to uleciało z wichrem czasu pozostawiając przy mnie jedynie puste miejsce i…wspomnień tyle, tak gwałtownych w swym przypływie…
Minęło to już…

Czekam by ktoś mnie dostrzegł… Ktoś czeka bym ja go dostrzegł… Jedno z dwojga…
Po to trwam na przekór temu co mnie chce odsunąć w cień…

Poprzedni dzień stał się kolejną kartą historii a ptaki swym krzykiem budząc nowy, stworzyły jeszczę jedną szansę dla spóźnionych którzy dopiero dziś przypomną sobie…

…że żyją.


  • RSS