Wpisy z okresu: 10.2002

Czas refleksji,zadumy nad tymi co „po drugiej stronie” i nad nami…jak żyjemy,myślimy,co robimy względem innych.

Czasem bierzemy więcej na swoje barki niż w stanie jesteśmy możemy unieść a tyczy się to tego co zmierzamy dać innym.Bywa,że trafia się czas kiedy już nie mamy możliwości dokonania korekty…Zwyczajnie jest już za późno…

Tekst ten dedykuję tym,których już nie ma a w szczególności „Wydrze” i Gosi P.

„Mój czas”

Gdy ostatnią chwilę mego życia

Wybije przeznaczenia dzwon

Czy będziesz jeszcze wtedy przy mnie

Lub okryjesz zapomnienia mgłą

Tego nie wiem

Może zasnę w miękkich stosach pierzyn

Lub czeka mnie bruk

Może odejdę w jasnych światłach sławy

Lub to będzie hańby ból

Tego nie wiem

I gdy minie rytm mojego serca

Zniknie oddech z płuc

Me ciało czerni chłód ogarnie

Czy będziesz przy mnie wciąż

Tego nie wiem

Ref.

Że jesteś tu mam nadzieję

Słyszysz mnie to dla Ciebie

Odejść już nie boję się

Gdy już wiem,że to Ty jesteś niebem

-moim niebem

Gdy myślę o swoim odejściu

Ogarnia mnie strach

Czy pozostaniesz naszej więzi wierna

Czy będę jedną z minonych dat

Tego nie wiem

I gdy wspomnisz dotyk mojej dłoni

Czy targnie Tobą dreszcz

A gdy nadejdzie odpoczynku pora

Czy będę gościł w Twoim śnie

Tego nie wiem

Ref.

Że jesteś tu mam nadzieję

Słyszysz mnie to dla Ciebie

Odejść już nie boję się

Gdy już wiem,że to Ty jesteś niebem

-moim niebem

(pierwszy wtorek października 2000 roku)

autor:

P.SZ

„betonowe-niebo”

Mój kolega rozwalił mnie doszczętnie swoimi zdolnościami nauczycielskimi gdy jego 6 letni synek zadał mu pytanie:

-Tata…!
–no…
-Tata a co to jest bigamia ?
–Że co?! Bigamia ?!
-No bo w szkole pani tak powiedziała do drugiej pani…
–Eee…wyobraź sobie,że pan to jest kwiatuszek a pani to jest malutki dzbanek na ten kwiatek,i to jest tak jak z kwiatuszkiem w malutkim dzbaneczku. Kiedy w jednym dzbaneczku jest jeden kwiatuszek to jest jak z mamą i ze mną to się nazywa małżeństwo…A kiedy w jednym dzbanuszku jest kilka kwiatków to jest właśnie bigamia…
-…aha…

Mały Mateuszek zaczął mocno nad czymś myśleć…trochę to trwało…i wreszcie,bardzo nieśmiało zapytał:
-…tata…
–No…
-A w kwiaciarni kwiatki stoją w wiaderku…no i wtedy to jak to jest…?
-?…a to się synku nazywa kurewstwo…

Może by to jakoś wszystko przeleciało gdyby nie fakt,że akurat Marta wróciła z zakupów i usłyszała zakończenie wypowiedzi „tatusia”….
Uwierzcie…piekło jest na ziemi w postaci wściekłych mam…;) Natychmiastowa ewakuacja z ich mieszkania okazała się niezbędna by i mi się rykoszetem nie oberwało ;)
A Piotrek ma jakieś dziwne(?) „przebarwienie” na twarzy po tej kontrargumentacji Marty…pewnie znowu „wpadł na drzwi”…

Zaciekawiło mnie jak by bigamię opisał Piotrek używając nie kobiecej ,jak teraz tylko męskiej strony…? Że co? Że to jest jak z….grą w „Ringo”…?

(text z innego bloga)

Często zastanawia mnie…

…łatwość z jaką ludzie ustawiają w swoim życiu skomplikowane sekretarzyki z szuflladkami.
A w każdej z nich zaszufladkowany człowiek.
Tak chyba najprościej, najłatwiej i najmniej sobie do zarzucenia.
Wieczni panowie i panie W Porządku
Ten poeta – szufladka nr 1
Tamten milczek – szufladka nr 2
Kolejny, jakiś dziwkarz – szufladka nr 3
Nastepny twardziel nad twardzielami – szufladka…
Jeszcze inny wrażliwiec…szufladka…
A tu tłok niemożliwy.
Bo jeszcze się pchają normalni, tramwajarze, panie ze sklepu, zranieni, szczęśliwi, nieszczęśliwi, przestępcy, pijacy, homoseksualisci, matki z dziećmi, niecierpliwi, krytycy filmowi, aktorzy, uczniowie i studenci, profesorowie, skopani przez życie, rozwiedzeni i nowopoślubieni, przyjaciele i wrogowie, wspaniali i pospolici…
Długa ta kolejka.
Każdy sklasyfikowany, z pieczatką przybitą na czole.
Nie sposób wszystkich wymienić…
Jak dojdą fani, zakochani, okrutni, martwi, nienarodzeni, piękni, brzydcy, kłamcy, samotni, podróżnicy i wandale, dobrzy i źli – zabraknie wkrótce szufladek.
A selekcja trwa.
Selekcjonerzy oceniają, ważą, mierzą, zapisują…
Przekonani o własnej nieomylności, ani się obejrzą, jak zagladając do tej ostatniej, dotąd pustej, zobaczą siebie.
I jaką etykietkę przykleją na tą szufladkę ze swoim własnym wizerunkiem?
Hm?
Bo chyba nie, sprawiedliwi?

moimi oczami 2002-10-23 02:10:06

Tak mnie naszło,raczej mało oryginalnie,że pośród niezliczenie wielu,czesto wyrafinowanych,sposobów na śmierć,najbardziej z nich wyniosłym,ambitnym,wysmakowanym i najtrudniejszym jednocześnie,urastającym do miana największej ze sztuk,jest…

…życie

9 komentarzy

Wszystko to co uważałem za godne pracy,poświęcenia okazało mi swoją prawdziwą twarz…
…teraz już wiem…
…trzeba wyzbyć się wszelkich emocji,patrzeć i podchodzić do świata mechanicznie,z wyrachowaniem…
…ale bardziej jeszcze trzeba izolować ludzi od swojego życia…nie pozwalać im na uzależnianie naszego losu od ich wyborów…bo im więcej emocji wkładamy w umocnienie tego co sie dzieje miedzy nami a nimi z tym większa siłą nas później niszczą…

Chciałem,w naiwności,swej wnieść do mojego otoczenia ziarenko prawdy,szczerości,zaufania,tolerancji…biedny ja jestem,oj biedny…Duże dziecko co wiarę dało w baśniowe ułudy,w coś co nie istnieje,nie istniało…

…już istnieć też nie będzie.

Był w moim życiu czas wielkiego sztormu co niesiony cyklonem zniszczenia odbierał po kolei wszystko to,czego zdążyłem zaznać…zabierał życie przyjaciół…

…córki…

odebrał też i TĄ ukochaną…
…teraz zabrał jeszcze coś…

…najważniejszego…

…wiarę.

Moje myśli krążą w górze jak sępy nad zdychającym zwierzem by w końcu mnie kiedyś dopaść…I nic nie będę w stanie zrobić…Pozostanie mi jedynie patrzeć jak,zaniżywszy lot w końcu,sfruną na ziemię i zaczną się przybliżać…Może się szarpnę w geście desperackiej próby obrony ale one mają czas…Boję się tego co będzie gdy pierwsza z myśli wyszarpie ze mnie kęs mojego spokoju…Boję się bólu,który przyniesie żywej jeszcze istocie każdy kolejny wyrwany kawałek…

Metaforą wyrażam to czego wprost nie dane mi wyznać co tylko ulgą połowiczną jest…

Bywa,że jest jeden dzień bądź dni długi ciąg kiedy na mej twarzy gości szczery,niewymuszony uśmiech i radość…A cieszą mnie rzeczy drobne,małe,z pozoru błache,które zazwyczaj omijamy obojętnie gnając gdzieś ślepo ku wydumanym celom…I ja mam swoje cele do,których dążę powoli choć konsekwentnie…Zawsze jednak zadaję sobie pytanie czy aby nie za wolno…czy starczy mi czasu.Koleje mojego losu są pogmatwane i wiekszość elementów powraca głośnym echem wspomnień często materializujących się ponownie…Sił brak gdy po raz kolejny trzeba wracać do czegoś co się zdawało już niegdyś zamkniętym…

Nadzieja…czasem jak studnia na pustyni…czasem jak chwast,który nie daje się wyplenić…Ale ona zawsze we mnie gdzieś nuci swoją pieśń…

…choć nie zawsze jestem w stanie ją usłyszeć…nie zawsze poznać…nie zawsze zrozumieć…

…może jutro…

…kiedyś…

…trwam…

W ciszy sam ze sobą rozmawiam o tym co przemija gdy na to nie patrzę…
Gdybam…
Rozważam…
Szukam siebie samego…Tego,który wiarą i nadzieją przebijał mury ludzkiej obojętności ze strony jednej…zawiści ze strony drugiej…
Lecz o nikim nie zapominam…to tylko ja siebie zapomniałem…
Teraz tylko czas…


  • RSS