Był sobie pies…piesek właściwie.Czarnej sierści a w pozostałości zwykły ot tak.Szczenięciem będąc samotny był lecz panią sobie znalazł i był jej wierny,jak to pies.Pani zyskawsz nad nim władzę zaczęła się bawić psiną i złośliwości mu czynić a z czasem i krzywdę też.Psiak był nadal u boku pani swej bo taka jego natura choć spacerować zdarzało mu się dłużej po za domem.W końcu pani pieska skrzywdziła tak mocno,ze piesek omal w bólu nie skonał.Wyrzuciła zwierzaka pańcia…pies juz nie ufał ludziom choć cieszyła go ich obecność.Wiele czasu minęło i piesek starał się wracać do złej pani lecz ta najpierw wabiła go do nóg lecz po to by wymierzyć razy schowanym za plecami to kijkiem to kamieniem.
Pies stał się podejrzliwy a czasem i agresywny ale tylko tak ludzie byli go w stanie ocenić,tylko po tym co widzieli a nie po tym co wiedziec powinni.
Lata mijały pies znalazł nową panią która jednak nie potrafiła się psiakiem opiekować i któregoś razu zamknęła przed nim drzwi.
Smutny i samotny pies bez celu wałęsający się po ulicach…ot taki kundel co to ich pełno wszędzie.
Miał swoje ulubione miejsce do którego często wracał bo choc byli tam ludzie nikt go nie krzywdził,nie przeganiał a czasem coś do zjedzenia się trafiło at ktoś pobawić się chciał…
Była tam osoba która zabiegac zaczęła o zaufanie psa lecz on wystraszony na takie chęci był zbyt bardzo.Pani ta jednka była nie uległa więc pies pscił jej jak tylko potrafił by pani dała mu spokój.Czasem nawet złapał zębami ale nie gryzł bo nie był złym psem chciał tylko wystraszyć i odpedzić.Pani jednak postawiła sobie za cel oswoić zwierza.Trwało to wiele miesięcy lecz pani się nie poddawała tak,że kundel najpierw się przyzwyczaił a potem zaczął ufać kobiecie aż w końcu stał się JEJ pieskiem.Uwierzył w swoje szczęście,że jednak w końcu wszystko się ułożyło i,że będzie mógł być komuś potrzebny,komuś służyć…
Któregoś dnia pies pełen szcześcia w całym sobie wybiegł za właścicielką i stała się rzecz koszmarna…ukochana pani z całej siły kopnęła psa przeganiając go.Zwierzę zgłupiało nie mogąc pojąć tego co się stało…

Jakiś czas później pies zdechł…

Czasem metafory to jedyny sposób by podzielić się swoim bólem i wzywać pomocy do choćby jego złagodzenia,nawet wtedy gdy ich forma wydaje się trącić infantylnością.Nader często jest to jednak ostani bastion obrony przed końcem wszystkiego…
Ciało ludzkie jest niezwykle kruche lecz bardziej od niego…życie.