Wpisy z okresu: 1.2004

Plus,minus…ciepło,zimno…jasno,ciemno…kontrasty,jak i w życiu.
Bywają dni pełne sielanki kiedy nic nie stoi na drodze,nie przeszkadza,ludzie są życzliwi,los przychylny,cicho,spokojnie.Nic nie mąci wewnętrznej płynności emocji,myśli.
Bywają jednak i takie kartki w kalendarzu życia,że nic tylko je jak najszybciej zerwać i solidnie zmięte cisnąć do kosza-mniejsza o szczegóły bo mi znowu ktoś wygarnie,że mam „pojechane” czy coś w tym rodzaju ;)

Ciężko jest godzić pracę z życiem osobistym,szczególnie w sytuacji gdy zobowiązania gonią.Nagle okazuje się,że chęci wytworzenia choćby najdelikatniejszej koegzystencji w sumie są tylko wytworem własnej naiwności (jestem naiwny-w końcu to powiedziałem,ufff… ;) )Nadchodzi moment krytyczny w którym stoi się przed groźbą zawalenia pracy lub spraw osobistych.Nie mogę powiedzieć bym był wolny od takich sytuacji choć do tego konsekwentnie dążę-do wolności.Dlaczego ja tak o tym? Bo właśnie mam tak teraz,że nazbierało się zaległości w pracy nr.1 i zaczyna się szleńcze bieganie by się nie spóźnić do pracy nr.2 a wszystko to na tle smutnej twarzy Dominiki.Smutnej bo ja już jestem zahartowany w takim trybie życia a ona nie.Rozumiem Ją kiedy z nutą goryczy to znowu ironii wspomina o czasie dla nas.
Tydzień za tygodniem leci tak szybko,że czasem aż zdziwienie ogarnia-”O!Tak szybko zleciało???”
Wszystkie niedziele staram się mieć zarezerwowane tylko i wyłącznie dla Niej ale to jak kropla w morzu.Dzień upływa i niby jest jakaś radość,że choć jeden razem.Później jednak,kiedy Ją odprowadzę do domu,wracam do chłodu czterech ścian…Nim zasnę zerkam jeszcze na zegar…

…szósta…

…na zegarze mojego życia.

To taki dziwny czas,bo juz coś „za” a jeszcze sporo „przed”-takie życie w połowie.Staram się jak najlepiej wybierać,odważniej.Czas stał się niezwylke cennym.Kiedyś nie doceniałem dostatecznie jego znacznia i sporo życia uleciało w nicość.Teraz jednak mimo całego zabiegania staram się wychwytywać każdą chwilę by coś zainwestować we wspólną przyszłość-moją i Jej.
Mnie życie skopało ale to z powodu mojej buntowniczej natury i ówczesnej niedojrzałości a Ją w dzieciństwie,bezbronną i niewinną,ktoś bliski.
Teraz mam wspaniałą szansę,możliwość stworzenia wszystkiego na nowo.Chcę zatem by wszystko co robię teraz, kiedyś zaprocentowało dając stabilizację,bezpieczeństwo,dostatek dla Niej.Może się uda-staram się.Ona też się stara-zrozumieć,że obecne niedostatki zwrócą się kiedyś z nawiązką.

Nie mogę Jej zawieść…

Zmany są i cały czas postępują w wielu sprawach.Dotyczy to zycia osobistego i pracy jak i tego co się we mnie dzieje.Jak to nazwać nie wiem i nawet nie będę próbował.Wiele w tym wszystkim jest lepszego ale i trochę gorszego.Zmieniły się priorytety…Już nie trzymam się pozornego mniejszego zła które sobie sam funduję pozostając w moim mieście i wśród tych ludzi którzy raczej nie mają w zwyczaju okazywać życzliwości.Kobieta u mego boku…właściwie nie tak…moja przyjaciółka-tak lepiej-pomaga mi cały czas pozbierać się i podejmować konkretne,odważne decyzje których bym pewnie sam nigdy nie podjął albo zrobiłbym to zbyt późno by miały one sens.Ciężko czasem jest tak stawiać wszystko na jedną kartę ale w efekcie końcowym okazuje się to przynosić praktycznie same zyski i o to przecież chodzi.Bywa,że dochodzi we mnie do spięć bo wiadomo,że zmianom towarzyszą wątpliwości.Staram się jak tylko mogę najpilniej skupić na tym co dzięki Niej osiągam.Nie chodzi tu o jakieś materialne analogie ale o hmmm…umiejętną konsumpcję życia :)


  • RSS