Nic,dosłownie nic nie daje się być przewidywalnym.Każdy dzień przynosi więcej wiedzy na temat życia mojej matki.Zamknięta w świecie własnych marzeń,nadziei,oderwała się od świata realnego tak dalece,że jedyne na co było ją stać w ramach wyjaśnień „co,jak,kiedy,czemu,komu,ile?” to krótkie-Nie wiem kiedy tak się porobiło…
Gdziekolwiek się nie ujmę za nią by załatwić to czego ona nie potrafiła to zawsze napotykam „kwiatki”…Już nie próbuję wycisnąć z niej odpowiedzi na pytania które i tak w sumie teraz nie mają sensu bo wszystko jest „po fakcie”.

We mnie już nie ma nadziei na niespodziewaną,cudowną odmianę losu na którą liczy moja matka bo jestem realistą i choć też marzę,pragnę to wiem co jest czym i nie daję się zwieść złudzeniom.No,staram się…
Rodzinny interes zakońcył żywot…

Znowu wróciłem dorabiać do kafejki a w międzyczasie rozglądam się za stałą pracą.Jest mi trudniej niż wielu innym bo choć mam spore zasoby możliwości to jednak brak ich papierkowego potwierdzenia a to często okazuje się istotniejsze dla pracodawcy niż wydajność.Cóż,prestiż też ważna rzecz…Ale ze mną jest tak,że jak nie wpuszczą mnie frontem to ja od zaplecza a jak tam pogonią to ja piwnicą,dachem,oknami-oczywiście jeśli czuję,że warto.Tylko ze skruchą muszę przyznać,że ostatnie parę lat znacząco mnie osłabiło i nie potrafię tak jak kiedyś być „tygrysem życia”.
Zaczynam się zagłębiać w wizje rodziny,ustabilizowania,spokoju życia.Choć czasy dziś nielekkie i refleksu trzeba mieć na zapas to jakoś daję radę.Czasem lepiej,czasem gorzej ale radzę sobie.Szkoda tylko,że wszystko to co zdołałem poukładać teraz znowu zostało rozsypane.Muszę zaczynać niemal od nowa…
W tym wszystkim jest coś co mnie dotyka szczególenie…

…nie pamiętam swojej młodości…

Od najmłodszych lat musiałem być samodzielny,umieć prać,szyć,gotować,robić zakupy i załatwiać „swoje” sprawy.Tylko matkę miałem i od czasu do czasu jakiś wujek czy ciotka się „przyszyli”.Niemal cały dzień sam byłem i o siebie musiałem się troszczyć bo matka charowała od rana do wieczora.W sumie wszystko to przydało mi się bo potrafię być samowystarczalny na codzień i dość szybko i łatwo odnajduję się w nowych sytuacjach,otoczeniu.Jednak nic nie zastąpi kogoś bliskiego…

Jest ze mną?,przy mnie?,ktoś ale czy na długo?

Nauczyłem się „powiększać” drobne,małe powody radości do rozmiarów które umożliwiają ich „lepsze” odczuwanie.Skoro nie spotyka mnie nic więcej to trzeba sobie jakoś radzić.Może to wszystko trochę pokręcone ale takie już jest…

Chcę kogoś wyróżnić…
„n-s” dziękuję za Twoją obecność :*