Wpisy z okresu: 11.2004

Pomyliłeś się…
…bywa…
Tak to źle…
Trudno,stało się i nieważne czemu…bo stało się…
Co teraz…?
Mniejsza o błędy,teraz wyciągnij z tego własciwe wnioski i dbaj o to by by więcej takich błędów nie popełniać…To oznacza,że Twoja skrucha jest szczera i zależy Ci na niedopuszczeniu do ponownej pomyłki…

Wystukuję klawiszami,w tej chwili,moją rzeczywistość która jest trochę jak pogoda na zewnątrz kafejki w której pracuję-szara,zimna,wietrzna i deszczowa…By się rozgrzeć popijam herbatkę z owoców leśnych i cieszę sie wizytą Kayo która niewiedzieć czemu nadspodziewanie mnie rozgrzała radością.Miło tak gdy w szarugę jesienną wkrada się czyjaś ciepła osobowość… :)
Od już dłuższego czasu szykuję się do małej rewolucji w moim życiu w myśl zasady „kto nie ryzykuje ten nie ma”.Jakie to pociągnie za sobą konsekwencje dobrze wiem jeśli się nie uda ale nie mogę wiecznie czegoś odrzucać tylko z tego powodu,że drąży mnie obawa o to co się stanie.
Upływ czasu do pewnego wieku nie ma albo w ogóle albo zbyt wielkiego znaczenia jednak potem zaczyna go brakować i wtedy z dnia na dzień się wie,że nie ma czegoś takiego jak „później” bo może się okazać,że okazji którą podsunął nam los,nie będzie można już wykorzystać.
Brać życie takim jakie jest a jak nie pasuje to nie walczyć i nie tracić sił na przebijanie muru głową tylko szukać rozwiązania,obejścia tego co przeszkadza.Tylko tak można jeszcze coś osiągnąć i mieć możliwość cieszenia się tym.
Mam jakieś własne wymagania w stosunku do ludzi i życia i czasem choć wiem czego chcę to nie wiem jak do tego dojść i to jest tą moją drabiną do raju…Długa ta drabina,oj długa…Ale jest plus w tym bo nigdy nie wymagałem i nie oczekiwałem od ludzi więcej niż sam mogłem z siebie dać a więc ta moja drabina wydaje się być mocna i pozwala mi śmiało się wspinać do celu.
Że haotycznie się wypowiadam? Trochę tak ale gdy mało czasu to pośpiech wymaga by jak najwięcej opisać…
W sumie to chodziło mi o to,że najważniejsze to mieć przy sobie ludzi którzy tak poprostu są,czuć ich obecność w naszym życiu nawet jeśli nie mogą rozwiązać naszych problemów.Ich obecność to jak dobre buty-idąc przez życie nie narobimy sobie odcisków…

Hmmm…tak się zastanawiam w sposób i nad sprawą w sumie równie przyziemną…
Czemu,będąc miłym dla kobiety i tylko miłym (!),czerpiąc przyjemność z rozmowy z nią a mając niedosyt wyczerpania tematu oraz tylko i wyłącznie ze względów poznawczych,ośmielam się zasugerować spotkanie czy to dla rozwinięcia lub dokończenia ruszonego tematu,niemal natychmiast jestem posądzany o…

…”rwanie”…???

Przerost „ego” rozmówczyń…??? A może jak zwykle to ja nie rozumiem jakiejś banalnie prostej sprawy…???
Hmmm…
Ach ta moja małostkowość :>


  • RSS