Wpisy z okresu: 6.2005

Jesteś…niby tak poprostu.Twoje serce pompuje krew,mięśnie się kurczą i rozprężają,płuca unoszą i opadają oddechem a układ nerwowy tworzy,wysyła i odbiera mikro impulsy elektryczne czyniąc życie…Nie zastanawiasz się nad tym,nawet jeszcze o tym wszystkim nie wiesz bo rozróżniasz dopiero kwestię „jest-nie ma” i do pojęcia całej tej magicznej złożoności istnienia jeszcze Ci daleko choć,tak jak dla niektórych,może trochę wcześniej.
Tak więc,póki co,tak poprostu…jesteś.

Kiedy JĄ pierwszy raz poznajesz jest dla Ciebie tylko kimś nowym.Kimś jak Ty z kim można się pobawić swoimi ulubionymi klockami,samochodzikami,misiami…porozrywać kredkami kartki chcąc coś narysować a nie mogąc jeszcze zapanować nad ich materią.Jednak z biegiem czasu może się trochę dziwić zaczynasz czemu ONA ma inne zabawki i nie podobają się jej Twoje choć Ty masz ochotę na JEJ ?
Przełomem jest chwila kiedy odkrywasz,że ONA jest jakoś inna niż Ty bo nie ma TAM tego co Ty…
-„Yyyyy…! Hej,co jest z Tobą,gdzie masz TO co ja mam…ale z Ciebie gapa…pewnie zgubiłaś! Ha ha ha !”
W końcu jednak,może wolniej a może szybciej,dociera do Ciebie to,że ONA jest inna bo nie ma TEGO co Ty i to powoduje,że ubierają JĄ inaczej niż Ciebie i mówią na nią „dziewczynka”…

Czas upływa i w miarę jak się rozwijasz,dojrzewasz,coraz bardziej dociera do Ciebie to kim ONA jest ale nadal tylko w kategorii inności od Ciebie.Zainteresowanie tą innością ustępuje miejsca poczuciu wspólnoty z Tobie podobnymi a by podkreślić swoją przynależność zaczynasz się „wykazywać” czyniąc JEJ różne psoty i przykrości bo wtedy Twoi kompani widzą,że jesteś naprawdę chłopakiem a nie TĄ głupią dziewczyną co w kółko ryczy,bawi się lalkami,nie lubi Twojej ulubionej „rajdówy”,”kriczersów” ani zabawy w napad na bank i chodzi w tym dziwnym ubraniu spod którego czasem widać jej majtki…HA HA HA! Co za ochyda,jak można być dziewczyną ?!
Jednak…to dziwne…z jakiegoś powodu,głęboko w swojej podśwaidomości,czujesz,że bliskość z NIĄ zaczyna wyzwalać w Tobie jakieś dziwne emocje…O nie! To jest przyjemne! Więc zaczynasz jeszcze zacieklej dokuczać nawet krzywdzić JĄ by tylko zagłuszyć to co w sobie odkryłeś.
Dorośli Ciebie karcą i ganią za takie zachowanie więc wywracasz niemal cały świat w okół siebie do góry nogami by tylko usunąć JĄ ze swojego otoczenia nie będąc świadomym tego,że tylko w ten sposób utrwalasz to co się w Tobie zmieniło…
Inaczej wygląda,ma inny głos,porusza się jakoś inaczej i w ogóle jest jakaś inna…
Przegrałeś…Ale to nie ONA Ciebie pokonała tylko Twoja ciekawość…i słabość.Tak,słabość.Kiedy coś ci się stało i ból wyciskał łzy to koledzy się tylko śmiali i dokuczali,że jesteś beksa,cienias a ONA biegła po pomoc.Po wszystkim pytała jak się czujesz i w ogóle była taka…taka…no,trochę jak mama.Ale Ciebie przecież „nic nie bolało i nie boli”,Ty „tylko tak udawałeś żeby było śmiesznie”…
Dalej sobie z NIEJ żartujesz w towarzystwie kolegów ale myślisz o NIEJ już częściej niż kiedykolwiek…a na dodatek nadszedł ten czas kiedy ONA mająca do tej pory budowę niemal taką jak Ty a może nawet bardziej kanciastą,nagle zaczęła się zaokrąglać,zrobiła się bardziej nerwowa i wstydliwa,pojawił się na JEJ twarzy pierwszzy makijaż który choć jeszcze bardzo niezdarny to jednak już sprawiający,że jakoś Ciebie do NIEJ coś ciągnie…-dziwne,nie?
Ale Ty nadal nie wiesz jeszcze co się dzieje.No pewnie,że gadasz o NIEJ z kolegami bo każda Ona musi być obgadana a po za tym pomagaja Ci w Jej poznaniu te „kolorowe gazetki”…
Ach,co Ty byś zrobił z taką z tej gazetki…Co prawda jeszcze nie bardzo masz czym ale już jesteś pewien tego,że Ty to dopiero byś pokazał na co Cię stać…..
Zaczynasz się zastanawiać czy ONA też jest taka sama jak te wszystkie „gazetkowe” a po za tym jeszcze jedna rzecz się w Tobie zmieniła…pojawił się wybór-ONA czy koledzy?
Nigdy wcześniej tak nie było no a teraz kiedy jest,przekonujesz się,że w JEJ obecności nie masz jakoś władzy na sobą i mówisz JEJ dużo choć nie zawsze zgodnie z prawdą ale co tam,tak jest fajniej…No chyba jest fajniej skoro to co mówisz się JEJ podoba a się podoba bo się uśmiecha,nie? No i chce żebyś JĄ zaprosił gdzieś może na lody albo na spacer.
W jakiś czas później Twoje własne do NIEJ opowieści zaczynają Ciebie zawstydzać,no bo głupio jakoś tak mijać się z prawdą skoro ONA jest fajna no i można z nią pogadać…Zmieniasz trochę swoje nastawienie i teraz zamiast na lody czy spacer ONA chce przyjść do Ciebie albo byś Ty przyszedł do NIEJ.Ty idziesz do NIEJ bo u Ciebie jeszcze zbyt wiele chłopczyka widać w domu…no wiesz,jakieś komiksy,gry…rozgrzebane i nie pościelone łóżko,skarpetki i majtki na wierzchu…niekoniecznie świeże….Idziesz w końcu.ONA gada a Ty jakoś jakby Ci ktoś zakleił usta a jedyne na co Cię stać to jakieś „mhm,hy hy,yhym…” Dziwne,że tak jakoś straciłeś pewność siebie a przecież niedawno mówiłeś,że jakbyś taką „gazetkową”…a tu zwykła taka onieśmiela…
Przekonujesz się na własnej skórze,że to nie do końca takie łatwe ale co tam,przecież masz dopiero 12 lat więc masz czas…

Nie wiem jaki jesteś…i nawet nie próbuję zgadywać ale tak MNIEJ WIĘCEJ do tego momentu PRAWIE wszystko przebiega podobnie.Podkreślam PODOBNIE co nie znaczy TAK SAMO …
A dalej? Cóż,mogę jedynie opowiedzieć jak to było ze mną…

…ale to już następnym razem…

Acha,a powiedziałem,że zacząłeś „jarać szlugi” i „wciągać browce”? Nie ? No…to zacząłeś jarać szlugi i wciągać browce…A co,skoro wyrosły Ci „baty” w gaciach to znak,że musisz być jak prawdziwy kolo,nie? A nie tam jak „ci” frajerzy…

Hmmm…,miało się 12 lat ;)

Myśli nie pomyślane,słowa nie wypowiedziane,niespełnione nadzieje,upadłe plany,chęci inne od skutku,intencje inne od chęci…jak się w tym nie pogubić,jak to zrozumieć i znaleźć właściwą drogę daleką od nieodwracalnych błędów raniących najbliższych a niszczących nas samych…jak to wszystko wiedzieć i pojąć…a nie zwariować…?
Próbuję…Ciągle próbuję poruszać się w tym wszystkim w sposób jak najbardziej bezbłędny na ile to możliwe ale wytyczając własną drogę życia nie jestem w stanie przewidzieć jak wszystko to co mnie otacza ,w jakiejś nagłej trącącej abstrakcją chwili,może kiedykolwiek wpłynąć na jakiś mój zamiar niwecząc go….
Kiedyś powiedziałem mi najbliższej :
„Koniec zaczyna się nie od zdrady ale od samego momentu pomyślenia o takiej możliwości tak samo jak rozstanie nie wiąże się z samym faktem życia oddzielnie tylko w chwili gdy dopuści się taki scenariusz wydarzeń bo jeśli w tym kierunku biegną Twoje myśli to znak,ze jeśli wyznajesz,że kochasz to dlatego ,ze chcesz tak czuć a nie ,że tak czujesz…Najczęściej bywa jednak tak ,że człowiekowi brakuje odwagi,a co za tym idzie obnaża też całą prawdę jak to jest gdy właśnie takim zachowaniem okazuje też brak szacunku drugiej osobie utrzymując ją w złudnej wierze,że wszystko jest jak należy….Skoro nie ma szacunku to jak mówić o miłości…? [..] …to jest tak jak z kwiatem w wazonie któremu nie zmienia się wody bo choć jeszcze pięknie wygląda to już gnije…więc albo o ten kwiat dbaj jak należy albo go w ogóle nie przyjmuj bo najbardziej krzywdzi się wtedy gdy się komuś a wbrew sobie,chce sprawić przyjemność…”

Miłość nie wynika z okoliczności tylko z własnej woli…

…a kiedy się „potykam” to znak,że „droga jest wyboista” czy ,że jestem „ślepy” ?


  • RSS