Wpisy z okresu: 8.2008

Dzieje się dużo lepiej w moim życiu. Sprawy jakoś inaczej wyglądają w moich oczach i lżej do nich podchodzę. Wiele spraw stało się łatwiejszych, prostszych. Serce mam pełne radości, umysł obfity w dobre myśli…

Jakoś jednak ten sielankowy obraz… jakby niedomalowany…. Czemu?

Właśnie…
Czemu…?

Czy to uchylone dla mnie drzwi…?

Czy to moja odwaga została wystawiona na próbę?

Czy tylko tonę w oceanie złudzeń…

Jeśli nawet tak jest… zostanę przy nich, bo czynią mnie szczęśliwszym niż bym ich nie miał w ogóle…

Spróbuję…

Cholera, najwyżej drzwi przytrzasną mi palce…


;)

…byłaś na ręki wyciągnięcie…

…tak bardzo blisko…


…gdybym ją wyciągnął moje palce napotkałyby Twój policzek, szyję, dłoń…

Wiem, że nie było mi wolno…

Poczułem Twój zapach, usłyszałem Twój głos…

…mogłem spojrzeć Ci prosto w oczy…


…nie wiedziałem, nie zdawałem sobie sprawy, że można czuć aż tak bezgraniczny spokój gdy…

…naprzeciw mnie…

…Ty
 

Czułem się tak jakbym był po za własnym ciałem…

Ten dzień, te chwile z Tobą są i będą mi skarbem który schowam w sercu… by cieszyły mnie jeśli nie nadejdą inne i lepsze…

…wierzę jednak, że będzie tych chwil nieskończenie wiele…

…bo jestem…

…niepokonany…

:)

Cieszę się szczęściem innych.
Żyję nim i staje się ono też moim.

Życzę innym jak najlepiej, by odnaleźli swe dobre drogi do celu a wtedy i ja odnajduję swój cel, swoją drogę.

Choć w sercu mym miłość nieodwzajemniana, jest mi ona najcenniejszym skarbem, który pielęgnuję ku mej radości.
Udało mi się coś czego się nie spodziewałem – obróciłem rozpacz z utraty i niespełnienia w blask szczęścia, że mimo wszystko mam serce cały czas wypełnione po brzegi czystym uczuciem, nie znającym nienawiści, złości, zemsty….

I dlatego to co w sercu mam tarczą mi jest a wiara, bezmiarem siły do walki… o spełnienie mych nawiększych, najgorętszych pragnień.

Unoszę się więc z kolan i z całych sił chwytam swą tarczę i to czyni mnie silnym…

…daję odpór przeciwnościom i staję do walki bo jestem…

 …niepokonany…

:)

Moje życie dzieli się nadal na Ciebie i resztę…
 
Wróciłem dzisiaj z delegacji i nie chcąc siedzieć bez sensu w domu poszedłem do miasta.
Zaglądałem do knajpek w poszukiwaniu kogoś znajomego ale nikogo nie spotkałem.
Nagle
poczułem się tak jakbyś była gdzieś obok, jakbym stąpał po Twoich śladach które pozostawiłaś
ledwie przed chwilą…
Postanowiłem wstąpić jeszcze do sklepu a potem na kawę. Po drodze wypatrywałem na
przeciwległym przystanku czy aby tam stoisz. Źle się czując nie byłem w stanie dostrzec kto
tam jest tak bardzo rozmazywał mi sie obraz…

Pomyślałem „a gdyby tam stała a ja bym Jej nie dostrzegł i gdyby Ona mnie widziała to co by
sobie myślała wtedy…?”

Z niepokojem, niepewnością która nagle mnie naszła szedłem dalej do Chocoffee.

Okazało się, że ledwie chwilę temu byłaś tam…

Minąłem się z Tobą…

…o jedną małą chwilę…

Na tyle samo zatrzymał się wtedy czas…

Kiedy organizm otrzymuje systematycznie pewną dawkę toksyn po pewnym czasie zaczyna wytwarzać stosowne przeciwciała, uaktywnia system obronny i uodparnia się – to działa jak szczepionka.

Szczepionka zaczyna działać… ;)

Czego mi brak…? Wiele mi brak… Brak mi spokoju, czasu, siły woli…itd. Fatalizm… Wiem, tak właśnie to wygląda. Mało atrakcyjnie…a tak, racja…odpychająco.

Gdzieś uleciała cała radość ze mnie, choć nie utraciłem umiejętności cieszenia się drobiazgami – to taki mały plus.

Poprostu zdarza się.

Coś się dzieje, człowiek tego nie dźwiga, zaczynają sie dołowania, potem dołowanie dołami…
No paranoja normalnie! Ale tak bywa…

Na szczęście ten „fenomenalny” klimat zaczyna ode mnie się oddalać choć nie bezboleśnie – niestety…

To była długa podróż. Długa i trudna…
Wracam z niej uboższy i bogatszy jednocześnie. Uboższy o połowę mojego życia a bogatszy o naukę która mówi „nigdy nie mów do życia gdy czegoś od ciebie wymaga „zaraz”… ”

Rachunek już zapłaciłem…

Tylko w sercu jakoś tak cieżko…

Czy to cisza po burzy…? Czy może cisza przed burzą…?

Jakkolwiek jest lub ma być…cieszę się tym spokojem bez względu na to ile potrwa…

Chciałbym by to był już koniec sezonu na burze…

…koniec czasu niepogody…

Kopać leżącego, dowalić mu z buta, z kolanka i jeszcze i jeszcze…Ale fajna zabawa, jak super, świetnie i w ogóle. Więc kopmy dalej i dawaj mu z buta! O jak fajnie!

Piękna pogoda, udane towarzystwo i dłuuuugi spacer. Tego mi trzeba było :)

Dzień wcześniej znajomi zrobili mi pranie mózgu, naładowali dobrym nastrojem – to na początek a dzisiaj kto inny dokończył dzieła. W taki oto prosty sposób zaczynam nowy tydzień z trochę nieśmiałym ale jednak z uśmiechem dawno niewidzianym na mojej twarzy… :)

Tak wiele się dzieje teraz w moim życiu i tak szybko.

Przyznaję, dostałem zadyszki…

Przez moment chciałem sie poddać, ale ruszyłem dalej…

Nie mniej jednak przewala się przez całego mnie ciągle tak wiele emocji, uczuć, często tak
skrajnie przeciwnych sobie, że czuję się już tym poprostu zmęczony…

Bardzo zmęczony…

Wszystko to co stanowiło dla mnie fundament, stanowiło o mojej woli życia poprostu się
rozsypało… jak papiery z upuszczonej na wietrze teczki co rozwiały się hen we wszystkie strony.

Lecz jak już powiedziałem, wszystko biegnie dalej swoim rytmem nie oglądając się na mnie.

Nie mogąc zrobić nic innego by chronić to, co dla mnie najcenniejsze, co jest moim skarbem
największym, zapieczętowałem to wszystko w sercu i otaczam teraz wielkim murem by nikt i nic
mi tego nie odebrało i nie zniszczyło.

Pocieszeniem jest mi to iż nie mam w okół siebie pustki, że są ludzie którzy mnie wspierają,
dodają sił. O nie, nie, wcale się nie użalają i nie głaszczą po główce, nie szczędzą mi
gorzkich słów krytyki. Potrząsają mną co rusz i tłuką do głowy „nie katuj się, skończ już,
zacznij myśleć o sobie…”.

Wiem, że mają rację…

Trudno jest jednak do tych racji się stosować…

To nie jest łatwe…

Jednak z takim wsparciem jakie od nich otrzymuję poradzę sobie. Może nie tak szybko jakby Oni
tego chcieli dla mnie ale dam radę….


  • RSS