Wpisy z okresu: 10.2008

 

Złota klatka…to świat moich marzeń, pragnień, tęsknot. Cóż z tego, że szlachetne, wzniosłe, szczere i z głębi serca uczucia i myśli płyną, skoro zniewalają mnie. Miast czynić mnie szczęśliwym, spełnionym…sprawiły, że przygasnąłem.

To tak jakbym się zapatrzył na coś i trochę zapomniał…

W okół mnie tak wiele się dzieje, ciągle zmienia, więc szkoda z tego nic dla siebie nie uszczknąć kiedy czas płynie nieubłaganie. Jednak wspomnienia przyciągają mnie jak magnes i oplatają niczym bluszcz. Sprawiają, że coraz bardziej wtapiam się w otoczenie a ja tego nie chcę. Nie chcę przeżyć mojego życia jako zwykły szary ktoś, kto tylko przeżywa dni czekając końca. Jestem młodym facetem, który nie wiedzieć czemu tak w sumie, zapomniał o radości życia.

Tak wiele już za mną ale o ile więcej przede mną? Jak mam się tego dowiedzieć jeśli nie wyciągnę ku temu i po to ręki?


Jeszcze niedawno psioczyłem na kogoś , kto nie oglądając się na nikogo, nie baczył na to czy robi dobrze czy nie. Ale najważniejsze, że w ogóle coś robił, że nie stał w miejscu. Nawet jeśli ta osoba popełniła błędy, które mogły dotknąć i ostatecznie dotknęły wiele osób, w tym i mnie, to jednak dzięki temu, może czegoś się ta osoba nauczyła, coś pojęła, nad czymś się zastanowiła a wraz z nią ludzie w okół i kiedyś to przyniesie korzyści.
A co ja w tym czasie robiłem? No właśnie… Wydawało mi się, że nie wiadomo ile a teraz widzę, że w sumie to tak niewiele, że prawie nic… Ale zawsze refleksja przychodzi „po” a nie „przed”…

Cóż…

Jedną z ważniejszych zmian jest to, że mam nową pracę, która choć napawa mnie obawami odnośnie tego jak sobie będę radził to jednak już sprawia mi wiele radości. Decyduje pewnie też o tym zespół ludzi, współpracowników, którzy choć są każdy z innej bajki to jednak uzupełniamy się i dogadujemy. A ja bardzo lubię pracę w zespole, z ludźmi. Cieszę się tym wszystkim tym bardziej, że przez blisko dwa miesiące byłem bez pracy. Dla człowieka, który z natury nie lubi nic nie robić to istna tortura.

Tęsknię nadal za Nią, brakuje mi Jej. Dość często o Niej myślę…

Ale nie mam już napadów rozpaczy lub paniki… Uspokoiło się we mnie prawie wszystko… Może tak miało być…?

Może Nasz czas minął bezpowrotnie a może jeszcze kiedyś coś się Nam przydarzy…?

Każde z nas ma już jakieś swoje życie, podąża nową ścieżką. Czasem gorzką na wyrost… Nie stoimy jednak w miejscu. Ona pracuje i z tego co wiem, świetnie Jej idzie będąc na swoim. To bardzo ambitna i wysoce uzdolniona kobieta więc chyba sukces zawodowy jest wpisany w Jej życie. Mam nadzieję, że ten sukces i w życiu osobistym osiągnie równie spektakularny. Dała mi blisko siedem wspaniałych lat wspólnego życia. Oczywiście nie zawsze było sielankowo i nie omijały Nas trudne, ciężkie chwile ale jednak to mijało i czas radości we dwoje nieustannie błyszczy wspomnieniami we mnie. Coś nam nie wyszło, coś przegapiliśmy i…urwała się nić zrozumienia między Nami. Niestety…

Jednak o ile uboższe by było moje życie bez Niej…

Czasem przychodzi taka chwila kiedy czuję trochę zazdrości gdy pomyślę, że jeśli los nie splecie ponownie Naszych istnień to jakiemuś mężczyźnie przyjdzie w końcu stanąć u Jej boku jako mąż i ojciec. Zazdrości o to, czego nie potrafiłem czy nie umiałem dać Jej by czuła się spełniona. Ale nie ma w tym zawiści a raczej radość, że kobieta mojego życia będzie nareszcie szczęśliwa. Że komuś się uda to co nie wyszło mi…

I na mnie przyjdzie też czas kiedyś. Na to by się otworzyć na kogoś, kto będzie się czuł ze mną dobrze. Kogoś kto będzie w stanie u mego boku kroczyć przez życie z radością w myślach i na twarzy. Kogoś kto będzie przy mnie zasypiać czując upragniony spokój i śnić będzie bez obaw o nadchodzące jutro. Kogoś kto będzie witać ze mną nowy dzień z pełnią nadziei, że cokolwiek przyniesie będzie udanym bo będę w nim ja. Bo stanę się uzupełnieniem czyjegoś sensu życia. Wierzę w to…

Wierzę tak samo mocno jak w to, że to co nas spotyka nie dzieje się bez powodu, że jest w tym jakiś sens choć nie zawsze dla nas zrozumiały. Że może ma to być jakąś nauką dla nas samych i/lub dla tych których spotykamy na drodze swojego życia.

Może właśnie tak ma być…

 

Nie czuję się zbyt szczęśliwy bo bez ukochanego człowieka ciężko jest żyć, ale mimo to mam dobre życie, choć niełatwe.

Złe chwile miną… Już ich jest mniej. Potrzeba jedynie na to jeszcze trochę czasu.

A mi nie brak cierpliwości…

 

 

:)

Wszystko w życiu może się zmienić

Gdy nagła chwila je w części podzieli

Na to co przed było i na to co po

Na część lepszą i na tą część złą

Gdy wspólne dni się staną wspomnieniem

Na twarzy Twej rozgoszczą się łzy

Zaczniesz pragnąć choć na oka mgnienie

By co minęło zaczęło znów być

Lecz oschły los jest i nieubłagany

Ma za nic zupełnie Twe najśmielsze plany

I własną Ci ścieżkę wytycza zuchwale

Od celu Twego co rusz wiodąc dalej

Więc by tak nie było powiem Ci tyle

Szanuj i dbaj o choć najmniejszą chwilę

O każdy gest słowo czy przelotne spojrzenie

By trwało wiecznością zaś nie oka mgnieniem

( W tle: Justyna Steczkowska – Babie Lato )



Serce…
Rozum…
Życie…

…to taki „Trójkąt Bermudzki” w życiu każdego człowieka…
Nigdy nie wiadomo czego się spodziewać na jego wodach…


Dzień w którym tak wiele pytań w głowie…
Tak wiele z nich bez odpowiedzi…
Równania w których są tylko same niewiadome…
Matematyka życia…

Nie jestem w tym dobry…
…niestety.

Tęsknię…

Niepokonany…

(W tle: Ania Dąbrowska – Zmieniaj Mnie Gdy Zechcesz )

W taki dzień jak dzisiaj powinienem gdzieś zadeptywać leśnie ścieżki, polne przełaje, górskie szlaki…lub choćby zakręcić się tak „w okół komina”. Czyste niebo pełne błękitu i słońca… Świetna okazja by się gdzieś przejść, odprężyć…zapomnieć na trochę o tym co odbiera spokój, radość…
Zdjęcia…, wspomnienia…
Czas płynie nieubłaganie. Dopiero co patrzyłem z radością jak pierwsze pąki wybijały z gołych gałęzi, jak pierwsze kwiaty cieszyły oko wiosenną porą a już wszystko to mija ulegając jesieni… Tylko w sercu nic się nie zmieniło i ciągle trwa tam wiosna… Wiosna o siedmiu lat… Czasem pełna ciepłych promieni słońca a czasem kapryśna burzami i chłodem. Nie mija we mnie to uczucie zakwitłe lata temu i trwa na przekór przeciwnościom.
Trwa bo ma swój początek w sercu…
Kocham… i choć jestem bez Niej, to nie jestem sam bo przyjaciół kilku mam oddanych. I wierzę nieustannie, wytrwale, że nic jeszcze nie jest przesądzone…
Wierzę, że Nasze drogi jeszcze się skrzyżują a wtedy…


kto wie?

Niepokonany

:)

( W tle: Sarah McLachlan – Angel )
Kolejny wieczór samotny…

Stała pośród innych
Skusiła mnie
Śniadolica w bordowej sukni…
Spragniony już tak bardzo byłem
Więc wybrałem ją
Zapłaciłem
Powiodłem do domu…

Wieczór sam na sam…

Przyglądałem się jej czas dłuższy…
Podziwiałem szatę
W moich dłoniach chłodna nieco
Czas tak szybko płynie…
Pieścić począłem jej szyję smukłą…
Wiodłem dłonią coraz niżej…
I niżej…
Ujmowałem krągłe kształty…
Zapragnąłem jej wnętrza…
Dobyłem więc silnie jej ciała
I otworzyłem…

Powoli…

Mmmmm…
Ten smak…
 Słodko cierpki…

Zaszumiało mi w głowie…

Ośmielony sięgnąłem po jeszcze
Och…
Ta rozkosz…
Ta słodycz jej wnętrza…

Namiętne sam na sam…

Ech…
Gdybyś ty Nią była
Pragnąłbym cię bardziej wielokroć
Smakował i pieścił namiętniej…
Więcej…
I wnętrze twe posiadł inaczej…

Więc żałuję…

Że jesteś tylko…

…czerwonej Kadarki butelką…

;))))))))))

Brak komentarzy

Aniele świetlisty
którym jedynie Ty
dla mnie jesteś
 proszę…
 zabierz mnie w swych ramionach
i unieś daleko…


…daleko z tąd…

…na zawsze…

Człowiek przekonany jest o swej swietności, o mocy nieopisanej ale…
Co do mocy tworzenia to rzeczywiście ta moc w nim drzemie i ów urealnia wspaniałe twory architektury, sztuki, nauki, i co rusz czegokolwiek czasem dla samego tworzenia bez myślenia co to przyniesie w przyszłości, ot tak by potwierdzić „bo mogłem” ale…
Jest pewien paradoks o którym jakoś się nie pamięta…o kruchości i ulotności naszego istnienia.

Tak więc jesteś sobie kimś tam kto pod palcem ma „red button” którego wciśnięcie usmiercić jest w stanie miliony jeśli nie miliardy istnień w ciągu niemal jednej chwili ale nagle się okazuje, że masz uczulenie i akurat ukąsiła cię taka tycia muszka co wielkości łebka szpilki jest ledwie i co? Zdychasz w męczarniach… Ot ciekawostka…

Pewnie „o co kaman”?
Nazwijmy to… tytułem wstępu ;)

Od pewnego czasu coś tam we mnie sporadycznie się zacinało. Początkowo tak z rzadka, że nieznacząco. Jednak z biegiem czasu coraz cześciej…
…zbyt często…
No więc co, analiza problemu, nie? Ale jakoś nie specjalnie wszystko było oczywiste.
W końcu kiedyś tam coś się wyklarowało. Zespół zaburzeń nerwicowych z objawami sercowymi a w skrócie – nerwica serca ( Zespół Da Costy ? )
Z powodu? Heh, życie bym rzekł. Ale ściślej jeszcze bardziej banalnie… deficyt serotoninowy.
Co to oznacza? Odsyłam do Google ;)
Możesz dobrze wyglądać, pracować, mieć przyjaciół, być w związku…no…żyć poprostu. Jednak kiedy objawy tego niedoboru zaczynają się uwidoczniać…
Huśtawki nastrojów z początku przejściowe a później tak intensywne, że nie do wytrzymania dla otoczenia, problemy z koncentracją i pamięcią, utrata zdolności racjonalnego myślenia, stany silnego niepokoju i dalej uczucie wyizolowania, upadek poczucia własnej wartości, rozpad osobowości, depresja…
Udało mi się dotrzeć do forum medycznego gdzie ludzie sobie podobni w tych dolegliwościach już nie są sami z tym problemem. Jest ich tam cała masa (!). Różnego pochodzenia, wykształcenia, wieku… Z pozoru zwykli ludzie jakich codzień mijamy na ulicach. Wszyscy mieli problemy z diagnozą swych dolegliwosci a to głównie za sprawą niekompetencji czy niechciejstwa lekarzy. Niemal każdy z nich przechodził tę samą drogę w swych zmaganiach.
Bez fachowej pomocy cierpieli zamykając się w sobie, coraz bardziej narażeni na niezrozumienie najbliższych…Nawet tak bardzo, że przez nich opuszczani… Rozstania, rozwody, kłutnie… i bezradność….

Objawy przypominają atak serca, zawał…Bóle zamostkowe w kierunku łopatki i/lub bóle całego barku, drętwienie lewej ręki lub jej części, duszność i ból nie do opisania przy nabieraniu oddechu, suchość w ustach, uczucie zimna przy częstym „zimnym pocie”, nagłe dolegliwości żołądkowo-jelitowe ( mdłości, wymioty, biegunka itp. ), zawroty głowy, dolegliwości słuchowe oraz wzrokowe i to wszystko często aż do omdlenia lub utraty przytomności. Ale przede wszystkim… strach… że się umiera…
Ludzie współczują, martwią się ale coraz mniej rozumieją i być może dlatego się oddalają nie pojmując istoty tych dolegliwości.
Wszyscy Ci cierpiący ludzie są NORMALNI!! 
Często ponad przeciętną inteligentni i uzdolnieni. Są jednak bardziej wrażliwi emocjonalnie od zwykłych Kowalskich i to między innymi doprowadza przy deficycie srotoninowym do problemów. Leczenie jest trudne i baaardzo długie, czasem nawet do końca życia ale JEST.
Najbardziej profilaktyczną metodą i na dłuższą metę naprawdę skuteczną jest… odpowiednia dieta (!)
Tak, właśnie banalna dieta gdyż proces wytwarzania serotoniny ma swój początek już w układzie jelitowym. Oczywiście bardzo często to nie wystarcza kiedy jest już „pozamiatane” i tu ukłon w stronę farmakologii która ma w człowieku wyregulować wszystko jak trzeba. Każdy jednak reaguje dość indywidualnie i z tąd tyle problemów.
O ironio! Jednym z nieocenionych leków jest również… wsparcie bliskich, których mam szczęście mieć w okół siebie a które poprostu wycisza emocje i pozwala trzeźwiej patrzeć na cały problem.

Tragiczne jednak w tym wszystkim jest to, że w bardzo…bardzo wielu przypadkach ludzie Ci tracą swych najbliższych… Bywa, że już na zawsze…
Czego częściowo jestem sam bardzo smutnym przykładem…

Mam nadzieję, że komuś to się przysłuży.
 

Możesz mieć mądrości w sobie nieskończenie wiele, prawić słowa budzące zachwyt i uznanie, możesz czynić rzeczy godne podręczników historii, pamięci pokoleń całych.
Możesz być nie wiem kim i mieć nie wiem co…
Możesz móc nie wiem co i jak wiele…
Ale Ona nie będzie twoją…

…jeśli to nie ciebie będzie mieć w swych myślach…
…nie ciebie pragnąć w samotności…
…nie ciebie będzie wołać…

…nocą…

Podziwiam Cię za tę siłę która pozwoliła Ci się uporać z tym wszystkim tak dobrze i szybko, że już jesteś gotowa do tego by ponownie się zakochać…

Znaczy to też, że nie ma mnie w Tobie już ani trochę…
Że przestałem istnieć i prochy po mnie rozwiał już wiatr zapomnienia…

Lecz moje życie jest pełne Twego istnienia…

I każdą kolejną nocą…


 …wołam…

Jednak Ty już tego nie słyszysz…

Szczęścia bezkresu – Tobie…

To kim lub czym jesteśmy, nasze materialne otoczenie z każdym swym detalem, ludzie ci najbliżsi myślom, sercu, jaki ci zupełnie obcy, czas sprzyjający, ten mniej i ów całkiem nam obojętny…
Wszystko to jak elementy układanki której tłem jesteśmy my sami.

Niektóre z tych elementów czasem wciskamy na siłę a czasem przez omyłkę gdyż wydają się pasować w pierwszej chwili lecz dopiero po czasie okazuje się, że to nie ten element i nie to miejsce…
Czasem staramy się w niejakim uporze lub bywa panice znaleźć dla niego miejsce jednak im dłużej przymierzamy tym bardziej budzi się w nas świadomość, że to nie tak ma być…

Bywa też, że coś wstrząśnie naszą układanką i elementy całości się rozsypią a my mozolnie, czasem w pośpiechu by nikt nie zauważył, składamy wszystko ponownie do kupy. I wtedy się okazuje, czasem, że jakiegoś elementu brakuje…

Szukamy…

…pod, nad, za, w około…

…nie ma…


Szukamy jeszcze raz…i jeszcze…i znowu…
Nic…

Niedowierzamy…

Szukamy dalej…

Przegrywamy bitwę po bitwie ciągle sobie tłumacząc, że nie przegraliśmy wojny…

Wmawiamy sobie „wiara czyni cuda”
…bla… bla… bla… itp.

Mój zagubiony element wpadł w głęboką szczelinę w podłodze powstałą po serii nagłych wstrząsów…

Jeśli go będę na siłę wyciągał to uszkodzę, zniszczę ale jeśli nie będe szukał innego sposobu by go odzyskać… nie ułożę mojej układanki do końca…

Bywa, że mam wrażenie jakbym chciał wszystko poukładać jadąc jednocześnie na dachu samochodu…

( Jak zawsze zagmatwanie metaforycznie… )


  • RSS