Wpisy z okresu: 11.2008

Dziwne dni… Wiele w nich niepewności, niejasności, niedopowiedzeń…



Szukam dla siebie na nowo miejsca na Ziemi…




Wpadłem na Nią dzisiaj w sklepie…
Tak twarzą w twarz…
Minęła mnie i… to wszystko.
Nie istnieję…

Ktoś inny zbliżył się do mnie…
Wiem, że…muszę mieć do tego dystans…tym większy im bliżej mnie ktoś ów jest. Może przyjdzie mi się usunąć całkowicie…
Do kogoś innego zbliżyłem się ja…
Zauroczenie…

Wiem jednak, że nie mogę sobie pozwolić na jakąkolwiek chwilę zapomnienia, muszę panować nad tym i jeśli to konieczne to nawet zdusić…uśmiercić.

Nie okrzepłem jeszcze dość na tyle, by wierzyć temu co się we mnie dzieje, a skoro ja sam nie dowierzam sobie, to tym bardziej nie mam prawa chcieć przekonywać kogoś, że wiem co robię i czego pragnę…
Ale za jakiś czas…
Jakiś czas…
Wieczory samotne, budzące wspomnienia, pragnienia…
Wystarczy już ich…

Mam nadzieję, wierzę, że ta łupina którą żegluję przez świat nieznany, zawiedzie mnie do upragnionej przystani bo jestem już tą przydługą podróżą zmęczony…


 



Nadszedł czas by zejść na stały ląd…



My…Kim jesteśmy?
Żyjemy, istniejemy w przekonaniu o niezmienności, wiecznej trwałości, daru jakim jest życie. Nie dbamy o tak wiele spraw ciągle wmawiając sobie, że jeszcze mamy czas…
Mamy czas…
Nie, nie mamy…
Nie mamy czasu na to by zwlekać z pytaniami które spędzają nam sen z powiek goniąc jednocześnie za pytaniami których nie potrafimy w końcu zadać gdy już możemy.
Gonimy za odpowiedziami których szukamy całe życie, poświęcając przy tym czasem aż za dużo a gdy je odnajdujemy nie chcemy ich słyszeć.
Otaczamy się ludźmi których potem zaniedbujemy a sami lgniemy do tych którzy zaniedbują nas.
Nie mamy czasu na to by nie wyznawać uczuć z obawy, że ktoś nas wykpi nie bacząc na to, że spędzamy całe miesiące, lata nawet, na tym by niemal podporządkować nie tylko swoje własne życie ale i otaczający nas świat temu niespełnionemu uczuciu bo skąd możemy wiedzieć czy ten ktoś nie czeka na nasz gest…lub żyje w tych samych obawach…?
Chowamy się w zamyśleniu, chowamy za maską wesołości czy inną by ukryć cierpienie, niespełnienie czy to w pracy, w życiu…w miłości…ale nie chcemy się uwolnić od tej sztuczności, nie chcemy powiedzieć „dość” a potem zrzucamy winę za swoją słabość na innych.
Gdzie w tym sens?
Jak możemy tracić na to cenne lata swego życia skoro nie wiemy ile potrwa?
Wszystko zależy od jednej małej chwili…
Czy to rzeczywiście można nazwać życiem…? A właściwie… czy powinno się nazywać życiem…?
Nie…

Śnimy…

Czas otworzyć oczy…

…jeśli cokolwiek ma mieć sens.

Jeśli MY mamy mieć sens…


 


  • RSS