Wpisy z okresu: 12.2008

„Nie mogę być wrażliwym bo oznacza to słabość i wtedy zniszczy mnie życia wiatr…
Nie mogę być niewrażliwym bo oznacza to ślepą siłę i wtedy zniszczę czyjś świat…”

- „Lot Ikara” 


Zawsze uważałem, że wrażliwość, szczerość, troskliwość i otworzenie się na drugiego człowieka zaprowadzi mnie daleko ku dobremu. Że los dzięki temu będzie mi sprzyjał a ludzie okażą się przychylni i życzliwi. Trwałem gorliwie w tym przekonaniu lata całe i na przekór licznym przeciwnościom losu i zawiści ludzkiej. W końcu jednak wyszło na to, że moje idee to naiwność nieprzystająca zupełnie do dzisiejszych czasów. Taki system wartości mógł się sprawdzić wiek, dwa i dalej wstecz ale nie dziś.
Ja kochający, oddany ślepo i całkowicie człowiekowi, ideom…
Przegrałem sam ze sobą…. I zabolało jak nic innego…
Nie umarło to wszystko jednak we mnie tylko zostało wyparte, uśpione…

W kontraście do tego mojego naiwnego świata narodził się drugi, który niemal jest całkowicie przeciwny pierwszemu. Świat ów pełen wyrachowania, zimnej kalkulacji, niewrażliwości na wszelkie bodźce, oziębłości uczuciowej, który począł torować sobie we mnie drogę by pociągnąć to całe moje życie do przodu wciąż dalej i dalej. W tym świecie jednak nic nigdy nie miało większego znaczenia i jest traktowane tylko i wyłącznie jako chwila która jest i zaraz jej nie ma. Wszystko w kategoriach ulotności, nietrwałości i braku sensu a człowiek nie jako istnienie godne poznania i obraz kultu ale jako środek do celu, narzędzie mniej lub bardziej użyteczne…
Normalnym byłoby znaleźć coś pośrodku ale…
Idealna sytuacja… lecz tych podobno nie ma.

Pat…

Pierwszy ja, który ciągle w ciszy rozpamiętuje, wspomina, nie godzi się z wydarzeniami, ma nieustającą nadzieję, że nic nie jest przesądzone… Wszystko w nim na wierzchu, odkryte, łatwowierne…
Drugi ja, który dobrze wie jak to w życiu jest, że trzeba być twardym i to co się stało, się nie odstanie a czasu cofnąć nie można. Odcinający się od każdego człowieka który może się nadto zbliżyć i przez to być jakby słabym punktem w skorupie, którą obrosło to moje drugie wcielenie. Maska na masce…

W ten jakże niefortunny sposób broniłem i momentami nadal bronię się przed tym co uderza w moje wrażliwe miejsca, zagraża spełnieniu i szczęściu.
Upływ czasu przynosi coraz więcej równowagi, zdroworozsądkowej stabilizacji…

A jednak czas leczy rany…



Moje światy równoległe…



Coraz mniej pamiętam kiedy czułem się szczęśliwy, choćby tylko podobnie, tak jak wtedy gdy pierwszy raz spotkały się Nasze usta…
Kiedy w głowie szum zagłuszał wszystko a świat skurczył się do rozmiarów Jej źrenic wpatrzonych we mnie…

…żyję dalej.

Nic nie przypomina Jej…
Nic nie smakuje, nie brzmi, nie pachnie, nie wyglada jak Ona…

kolej rzeczy taka…
…nie inna.


Tyle już za mną, tyle jeszcze przede mną…
Wszystko tak cenne… Tak ulotne, niepowtarzalne…

…trzeba żyć.

Los droczy się ze mną, stara się jakby mnie czegoś nauczyć. Podsuwa mi sytuacje które pokazują jak mało wiem o sobie samym.

Łapię kolejny oddech z nadzieją, że będzie…

…lekki.


Ludzie w okół mnie… To jak żyję paru osobom nie jest obojętne, kilka innych zepchnęło mnie na boczny tor a niektórych przekierowałem na ów tor ja sam.
Dobre to? Czy złe?
Jest.


Po raz pierwszy pozwalam opatrzności robić z moim życiem co chce. Nie przeszkadzam w tym. Obserwuję…

Zmienia się coś…

Coraz częściej moje „mądrości” ulatują z głowy nim staną się  słowem lub czynem. Tak chyba jest lepiej. Nieokreślona przemiana dzieje się we mnie, w okół mnie…w ogóle. Nie zastanawiam się starym zwyczajem „Quo Vadis?”

Przyjmuję wszystko takie jakim jest…

Samotność przestała być końcem świata. Uczucie pustki w sercu, choć uwiera, już nie dusi, bo na jego dnie…

Mam cztery kąty w których mogę się schronić, mam pracę którą lubię, mam zdrowie które szczęśliwie już mnie nie zawodzi – fundamenty mojego życia tak bardzo niedoceniane.

Człowiek może na swe barki wziąźć niesamowicie wiele… Tylko na jak długo…? I jakim kosztem…?

By coś się mogło poukładać zawsze najpierw musi pojawić się chaos…



  • RSS