Wpisy z okresu: 1.2009


By widzieć moje szczęście zamykać oczu nie muszę.
I bez tego wyobraźnia wydobywa z pamięci Twój zapach, ciepło
i oddechu szmer jakbyś w rzeczywistości tuliła się do mnie.
Mówisz coś… Może opowiadasz o minionym dniu a może… o czymkolwiek  i… czuję jak przenika mnie spokój.
Ulatują wszelkie troski i obawy…
Bez znaczenia jest dzień miniony i nie ważny ten przyszły.
Liczy się tylko TU i TERAZ.


Mając oczy szeroko otwarte śnię na jawie…

Jedyne na co mogę liczyć i co mogę mieć to wspomnienia.
To tak strasznie mało i…

   …jak nieskończenie wiele jednocześnie.


Masz rację…
Dobrze jest marzyć…

:*



Pamiętaj… Agape…


Już nic, żadna troska, zmartwienie czy żal, nie ugniata mojej piersi. Mogę spokojnie spać…
Nareszcie spokojnie oddycham…


Człowiek musi żyć… nieustannie i bez względu na wszystko…
Nie bacząc na to ile razy los rzuci mu kłodę pod nogi lub ile razy ów człowiek potknie się sam.
Nie bacząc na błędy innych czy własne…

Tak dobrze jest móc patrzeć na swoją przeszłość bez strachu, wstydu czy żalu.
Jestem szczęśliwy, że opatrzność dała mi Ją i najpiękniejsze lata mojego życia wraz z Nią mimo, że minął ten czas wiele miesięcy temu.
Niczego nie żałuję…
Ona mimo wszystko jest częścią mojego życia. Bez sensu jest jakiekolwiek zapieranie się, odcinanie, udawanie, że ten ktoś nie istniał tylko dlatego, że już nie jest się razem i, że nie bardzo spokojnie i z kulturą, się to rozstanie odbyło.Trzeba umieć sie zmierzyć z własnym życiem. Nawet wtedy jeśli są w tym życiu sprawy nie dające powodów do dumy…

Teraz kiedy już mogę…a właściwie to potrafię otwrcie o tym wszystkim mówić, czuję ulgę wielką jak nigdy do tąd.
Ciekaw jestem kolejnych lat mojego życia i z nadzieją patrzę na wszystko co nadejdzie. Kto u mego boku stanie, czyjego kroku dotrzymywał będę ja, czyje myśli będą przyzywać moje imię za dnia i nocą…
Kto to wie…
Mur otaczający moje serce runął tak nagle i niespodziewanie. Nareszcie…
Życie jest pełne niespodzianek. Czasem bardzo miłych… Warto na nie czekać nawet wtedy gdy po drodze wiele przykrych chwil bo w końcu to tylko…

…chwile  ;)

W końcu oboje – Ona i Ja – odnajdziemy gdzieś w tym świecie swoje przystanie…. Czego życzę każdemu podróżnikowi…

Wszystkiego co dobre – Tobie…kimkolwiek jesteś Ty który / która to czytasz  ;)

Agape…

Statystycznie rzecz biorąc mam dobre życie…
Zostałem poczęty w małżeńskim związku, z miłości a ciąża przebiegała w miarę normalnie – statystycznie – aż do porodu który tym statystykom się już nieco wymknął. Jednak statystyka przewiduje różne sytuacje więc było w miarę normalnie – statystycznie oczywiście…
Moje dzieciństwo choć burzliwe, bo przebiegało w przeciwieństwie do poczęcia tylko z jednym z rodziców, również dało się wcisnąć w ramy statystyk głoszących przeciętność vel normalność. I tak statystyka towarzyszyła mi nadal również w czasie dorastania. Tak więc nauka szła mi statystycznie nieźle, rozwijałem się też nieźle, i wszystko inne było też niezłe – rzecz jasna statystycznie… Bla, bla bla, bla blabla, bla… – też statystycznie…
Potem jakieś ujęte w normy statystyki lovestory, bussinesstory, lifestory, brokenheartstory, śmory, srory i jakiekolwiek inne tam story czyli… c’est la vie lub, jak kto woli, banałstory… ;)
Ponownie powołując się na statystykę oczywistym się staje domysł, że coś pomiędzy powyższymi zdaniami się jednak kryje w ilości sporo większej niż wskazuje na to pierwszy czy nawet kolejny rzut oka.
Oczywiście dobrze się domyślasz – statystycznie.
Tak więc dorzućmy to tych paru zdań potencjalną smierć przy porodzie gdym zawinięty był w pępowinę w okół szyi, póżniej poprawka na buziaka od kostuchy gdy chorowałem jak nawiedzony i w szpitalu pomylono leki które wstrzykiwano mi przez czaszkę do głowy.
Wystarczy? Ha! O nie, nie to dopiero początek…
Jako dziecko – spowodowanie jakiegoś wypadku samochodowego, nabicie się głową na pręt zbrojeniowy ukryty w trawce po której malutki Be eNek sobie biegał beztrosko, topienie się w gnojówce, bagnie a potem w rzece, wstrząs mózgu po jakimś upadku, nabicie się na widły i zapowietrzenie układu krwionośnego, bliżej nie określone „stany zapalne spowodowane prawdopodobnie jakimś szczepem bakterii lub wirusem”…
No, parę wdechów i lecimy dalej…
Mało nie urwało mi dłoni gdy przy maszynie popełniłem błąd i wyrwało z uchwytów element, potem jakieś spalenie się koleżanki żywcem w namiocie, samobójcze rzucenie się przyjaciółki z dachu i jej smierć w moich ramionach, powieszenie się kolegi, rozwałka innego kolegi na drzewie i jego śpiączka ( już jakieś 13-14 lat…) , śmierć paru innych bliskich mi osób na ogół nagła i tragiczna…
Śmierć mojej córki…
Później śmierć ukochanej Gosi…we śnie a wcześniej walka wieloletnia z jej chorobą. Po drodze jakies nieudane małżeństwo. Spotkanie na drodze jakiegoś tajemniczego drzewa które nagle „rzuciło” się na mój samochód…na zakręcie. Zbicie sporego majątku, jakiś napad, pobicie, wymuszenie i potem bankructwo. Jakaś trwająca ponad 2 lata choroba matki i śmierć w męczarniach. Jakieś załamanie nerwowe. Jakieś coś tam, coś tam, i te pe…
Ale żeby nie było, że tylko dramaty w życiu miałem. Kilka kobiet ważnych i jedna najważniejsza, kilka miłostek, zauroczeń, trochę seksu jak Bozia kazała i sporo „jazdy bez trzymanki” było w moim życiu. Imprezy, balangi, jakieś sporty ekstremalne i takie całkiem normalne, jakieś koncerty, teatr, poezja, nagrody i epizod w filmie sie trafił…więc swoje wyszalałem.
Ale statystycznie takie rzeczy się zdarzają ludziom choć już niekoniecznie jednemu naraz…


I nagle w tym wszystkim…Ona.
Balsam na swędzące blizny. Lekarstwo na paskudne rany…
Nagle cisza…
Lekki szum uniesienia w głowie…
Coś jakby w końcu niebo, raj…


Ale statystyka jest nieubłagana…
Związki trwają statystycznie 4-6 lat więc mój z Nią się niestety albo i *stety zmieścił w tej francowatej statystyce a powód i przebieg jego rozpadu owa statystyka sobie też nie odpuściła jakby było jej mało (?!) Ponieważ statystycznie faceci gorzej sobie radzą po życiowych porażkach ja też nie byłem inny no bo jakaś miłość, ślub, rodzina w planach, bla bla i takie tam… Miał być cud, miód i malina a wyszło jak zawsze… statystycznie.

Cóż… Jak widać, żyję dalej. Mam się coraz lepiej. Powraca moje poczucie humoru – trochę czarne jeszcze ale robię postępy ;)
Znowu cieszę się życiem, sprawami wielkimi i tymi najmniejszymi. Mimo, że notuję różne mniejsze lub większe potknięcia to cieszę się każdym nowym dniem bez wzgledu na to jaki on będzie, jest, lub był. Życie ma słodko gorzki smak bo taki jego urok a na to nie ma mocnych… Czasem tylko trochę mniej lub bardziej zemdli… Ale spokojnie, daję radę….
No wiesz heheh :)  ”Co mnie nie zabije to mnie wzmocni” i takie tam…  ;)

A ja ? Staję na nogach i odbudowuję mozolnie moje życie pełne…

…danych statystycznych.


:)

Nowy rok… Nie gdybam o tym co przyniesie. Czy mi się to będzie podobało czy nie i tak będę musiał przyjąć to co przyniesie czas więc szkoda czasu na gadanie.
Jakieś postanowienia noworoczne? Nie, nie mam… Po co okłamywać siebie…
Jakieś zmiany? Tak… Jakie? Dalsze według planu… Klocek po klocku trafia na miejsce… Ciąg dalszy mojej układanki…
Wiem jedno… Czeka mnie ciężka praca nad własnymi emocjami by panować nad nimi niemal absolutnie tak by już nie dać sie podejść jak dzieciak.

„Harpia” – kimkolwiek jesteś a musisz być kimś obok mnie…tak, odniosłaś? odniosłeś? sukces. Sprawiłaś? sprawiłeś?, że zacząłem wierzyć w twoje słowa bo zaślepił mnie gniew, żal i ból po Jej utracie… A może to jakiś taki plan, gra wyuzdana? To już nieważne….

Ludzie są jacy są. Może się to czasem cholernie niepodobać ale to właśnie cała sztuka w tym by umieć przyjąć kogoś takiego jakim ów ktoś jest albo odejść w pokoju. Trzeba być amatorem czyjejś osobowości i umieć w tym trwać.
Chyba właśnie to jest miarą naszej dorosłości w życiu.

Jestem właśnie takim amatorem wielu różnych osobowości i czasem szlag mnie trafia bo bywa trudno. Innym zaś schodzę z drogi dla mojego i ich własnego spokoju. W żaden jednak sposób, żeby to było jasne, nie czuję się przez to bardziej…hm…dorosły.
Czasem mam poprostu dość tej, momentami już nawet, walki o te osobowości… Bywa, że zadaję sobie proste pytanie – czy warto się ścierać…?
No właśnie… Czy warto?
Staram się być sprawiedliwy, obiektywny, w moich ocenach bo i ja mam szczególną osobowość, trudną momentami k…ewsko a która mimo to ma kilku amatorów…
To właśnie dlatego owo ścieranie trwa nadal…
A co do jakiegoś rachunku sumienia… Popełniłem jednak, w minionym właśnie roku, dalece znaczący w moim życiu błąd, który miał swoje podłoże, między innymi, w złożoności sytuacji w owym czasie. Błąd ów polegał na tym, że się poprostu poddałem…

Czas nie zatrzymał się jednak, nie cofnął, na przekór moim prośbom i płynie nadal…

Życie jest wielkim zbiorem szczególnych lekcji, które warto pamiętać…


  • RSS