Jak można – tak wiele emocji radości i smutku, spokoju i gniewu, nadziei i frustracji, wiary i zwątpienia, uśmiechu i łez, rozłąki i bliskości, obecności i pustki, tych wszystkich uniesień we dwoje, nut melodii zapachu i smaku ciała, dźwięku słów i ciszy milczenia, tych spojrzeń roześmianych, porządliwych, smutnych, zmęczonych, rozmarzonych, skupionych czy nieobecnych, tego napięcia i odprężenia, tego wszystkiego co nie ma przypisanego słowa, nazwy, a tak ubarwia, dopełnia każdą więź dwojga ludzi – zmieścić w jednym, małym pudełku, takim jak po butach…?
Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia, wręcz niewyobrażalne.

Teraz już wiem, że można…

Moje pierwsze pudełko zapełniło się życiem pod postacią symboli, którymi są zdjęcia na papierze i cyfrowe, listy, kartki, karteczki, prezenty, drobiazgi coś przypominające…
Czyżby więc całe to nasze „wszystko we dwoje” było po czasie warte tylko jednego pudełka z napisem „Donia”…??
Nie.
To tylko symbole, klucze do pokojów pełnych wspomnień, obrazów w pamięci jak żywych…
Tego wszystkiego co niematerialne nie da się złożyć do czegokolwiek.
Nawet gdyby dla świętego spokoju otoczenia twierdzić, że już po wszystkim to i tak nawet niezbyt uważny obserwator dostrzeże prawdę bo ta staje się drugim słowem, gestem, spojrzeniem…

Po za tym mam się dobrze…