Wpisy z okresu: 8.2009

Ludzie, którzy nas najbardziej ranią, najczęściej dają złudzenie
akceptacji, życzliwości i chęci pomocy. A że każdy z nas, wcześniej czy
później, szuka podpory to daje się nabrać na takie „ludzkie toksyny” bo
wtedy jest najsłabszy i najmniej ostrożny. Sposób na radzenie sobie z
tym każdy musi znaleźć samodzielnie i nie ma to znaczenia jak doskonały
lub nie, ów będzie. Mi jakoś to wychodzi, choć „toksyny” czasem same wracają
i czasem trzeba zaczynać od nowa ten cały proces odtrucia. Jakoś tak
jednak się samo dzieje, że za każdym kolejnym razem „toksyny” działają co
raz słabiej. Może poprostu wystarczy trochę czasu by się uodpornić?
Po za tym, nie warto otaczać sie ludźmi tylko dlatego by nie doświadczać pustki w okół siebie i nie czuć
samotności, bo to właśnie przyciąga kolejne i nie wiadomo jak złośliwe
„ludzkie toksyny”…

4U D.

Ile w nas dojrzałości by znosić, tolerować, starać się zrozumieć drugiego człowieka, który pojawia się w naszym życiu a później w sercu a który jest często tak skrajnie różny od nas samych?
Ile w nas woli walki o tego człowieka, o jego utrzymanie, gdy czyjaś droga życia wplecie się w naszą przestawiając, czasem doszczętnie, jakiś określony porządek rzeczy do którego zdążyliśmy już przywyknąć?
Ile jest w nas woli walki z samym sobą by odkrywając różnice między nami a innymi ludźmi samemu też się zmieniać, uczyć, stawać się bardziej plastycznym a nie tylko oczekiwać bezwzględnego dopasowania?
Ile jest w nas otwartości i czułości na nowe doznania a ile skostniałej niewrażliwości?
Ale czy sami nie oczekujemy tego od innych ludzi z naszego otoczenia, przypadkowych lub jeszcze nie poznanych?
Bywa, że z takiej walki wychodzimy poobijani, poranieni, skrzywieni, z wypaczonym obrazem rzeczywistości, ludzi, świata i wtedy zdarza się, że sykliwie cedzimy przez zęby – „Pieprzyć to wszystko… Wszyscy się pieprzcie…!”

Tak tylko sobie marudzę… Jak zwykle ;)

  • RSS