Ludzie, którzy nas najbardziej ranią, najczęściej dają złudzenie
akceptacji, życzliwości i chęci pomocy. A że każdy z nas, wcześniej czy
później, szuka podpory to daje się nabrać na takie „ludzkie toksyny” bo
wtedy jest najsłabszy i najmniej ostrożny. Sposób na radzenie sobie z
tym każdy musi znaleźć samodzielnie i nie ma to znaczenia jak doskonały
lub nie, ów będzie. Mi jakoś to wychodzi, choć „toksyny” czasem same wracają
i czasem trzeba zaczynać od nowa ten cały proces odtrucia. Jakoś tak
jednak się samo dzieje, że za każdym kolejnym razem „toksyny” działają co
raz słabiej. Może poprostu wystarczy trochę czasu by się uodpornić?
Po za tym, nie warto otaczać sie ludźmi tylko dlatego by nie doświadczać pustki w okół siebie i nie czuć
samotności, bo to właśnie przyciąga kolejne i nie wiadomo jak złośliwe
„ludzkie toksyny”…

4U D.