Jestem daleko. Daleko stąd jestem. Ocean w okół mnie.
Choć jednak ciągle tu. Myślami.
Gdzie indziej ciało, gdzie indziej duch. Wiele tysięcy kilometrów od ucieranych latami ścieżek, opatrywanych miejsc najbliższych sercu wspomnieniami…
Naszych miejsc.
Choć wiem, że Ciebie tu nie znajdę to niepokojąco często trawi mnie nadzieja, że nagle wyłonisz się zza rogu mijanego domu, że będziesz stała po drugiej stronie ulicy…
Żyję swoim nie swoim życiem. Podejmuję decyzje, których nikt nie przewidywał. Niby to wszystko po to, by w końcu naprawić ten mój szwankujący mechanizm życia…
Ciągle jednak jest tak, jakbym oglądał na wielkim ekranie film. Niezwykły seans na temat uciekania od miłości, od wszystkiego co ją przypomina.
Ale jak uciec od tego co we mnie, w moich myślach i sercu…?
Od samego siebie uciec jednak nie potrafię…
Czasem brakuje mi sił na to by na chłodno, każdego dnia, mierzyć się z tym co za mną.

Tak więc daleko stąd żyję, bo tak trzeba, bo muszę trwać, bo taka jest moja powinność. Zaplątany w swych słabościach, staram się odnaleźć odpowiedź na to co dalej.

I wiem, że w końcu znajdę odpowiedź.
Po prostu wiem…