Minął rok „z okładem” odkąd porzucilem Polskę. Wyjeżdżałem do „El Dorado” ale zszedłem już z obłoków na ziemię. Wiem gdzie jestem i aż za dobrze wiem z kim obcuję. To że tutejsi ludzie są inni mnie nie dziwi. W końcu inny kraj, inne zwyczaje, mentalność. Albo człowiek to zaakceptuje i się dostosuje albo nie ma tu czego szukać chyba, że ma jakiś istotny powód by się męczyć.
Mimo upływu czasu ciągle zbyt mało jeszcze wiem o mojej nowej ojczyźnie ale za to bardzo dużo dowiedziałem się o samych Polakach. Może się wiele osób obruszyć złorzecząc ale prawda jest nieubłagana. Przykro mi to mówić jednak faktów nie zmienię…
Już na samym początku uprzedzono mnie żebym trzymał się jak najdalej od krajan co wtedy przyjąłem za dość przesadne. Czas jednak zrobił swoje.
Nie, nie będę wciskał kitu, że mam się super i świetnie, że zarabiam furę kasy w sumie za nic. Tyram jak wół zalewając się potem aż po czóbek głowy. Czasem niemal na pięści szarpię się z innymi Polakami bo jestem niebezpieczną konkurencją i nie mam zamiaru odwalać przekrętów czy innych numerów tylko dlatego, że mamy to samo obywatelstwo a „grupa zobowiązuje”. Nie przyjechałem tu by się grupować tylko po lepsze życie. Może nie szczęśliwsze ale lżejsze. A co do pracy to tak – jestem dobry w tym co robię i nie – nie pochlebiam sobie. Szkoda tylko, że scieram się za psie pieniądze ale to już mój problem. Wyznaję zasadę: „Masz to na co się godzisz”. Ciągle sobie wmawiałem, że dam radę, że aby tylko się ustawić, bla bla bla… Miarka sie przebrała. Teraz już jednak jestem samowystarczalny i bogatszy o  wiedzę, która mimo gorzkiego smaku jest bezcenna jeśli chcę się ustatkować. Tak więc zmieniam co powinienem.
Dodam tylko jeszcze, że nie mogę pojąć jak można tu żyć przez pięć czy osiem lat i egzystować tylko w obrębie jednej ulicy? Nie wiedzieć gdzie jest kino, teatr, jakieś muzea czy zabytki lub miejsca widokowe. Polacy stworzyli tutaj sobie niewidzialne getto. A to co po za nim traktują jak dzicz krwiożerczą i czychającą na każdego kto się wychyli. Że się tak wyrażę w tutejszym powszechnym, spolszczonym stylu: „No wiesz k**wa, amejzing!”