Zamykając oczy do snu tak zupełnie oczywiste jest dla nas, że rano ponownie je otworzymy. Tyle w nas tej pewności, że nawet jeden neuron w naszej głowie nie drgnie że może jednak nie. Stal naszej wiary jest wyjątkowo twarda. Do czasu…

Życie. Nasze życie. Moje. Twoje. Ich. Festiwal podróży nieprzewidywalnych. Fajerwerki pragnień, marzeń. Żywioły emocji. Smaki zbiorów plonów naszych decyzji. Wróżby jutra. Echa wczoraj.
Wszystko co ma miejsce, co w okół nas, ma znaczenie. Jakie? To zależy jakie nadamy. Punkt widzenia. Każdy ma swój. Zależnie od priorytetów. Jeśli są. Jeśli…

My. Wytwory własnej wyobraźni. Jesteśmy nimi. Wytworami. Może właśnie dlatego tak bardzo boli kiedy w końcu, w jakiejś chwili, stykamy się ze światem realnym. Światem absolutnie nieplastycznym. Niewrażliwym. Surowym. Jak kiedyś, teraz, później. Niezmiennie.
Czasem aż trudno uwierzyć jak wielką jest moc tego punktu stycznego. Moc zdolną wystrzelić dowolne życie w jakikolwiek skrajny rejon naszego pojmowania rzeczywistości. Jakże wtedy stajemy się śmieszni z tą swoją wiarą we władzę nad własnym życiem.
Istnieje tylko jedna rzecz którą możemy władać. Jest nią skala naszej naiwności pomiędzy kolejnymi splotami okoliczności.